Moc sakramentu namaszczenia

14 listopada 2014

28 września 2013 r. wyszłam za mąż. W styczniu następnego roku okazało się, że jestem w ciąży, która jest zagrożona. Krwawienia nie mijały i męczył mnie kaszel. Lekarze podejrzewali, że kaszel jest powodem tych krwawień, które zagrażały dziecku. Przez pięć miesięcy „leczyłam się” tylko domowymi sposobami. Jednak to nie przynosiło żadnego efektu. Kaszel, nie dość, że utrzymywał się tak długo, to był na tyle dokuczliwy i intensywny, że nadal krwawiłam. Znajoma powiedziała mi, abym przyjęła sakrament namaszczenia chorych. Długo się wahałam, gdyż przyjęcie tego sakramentu kojarzyło mi się z ostatnim namaszczeniem. W związku z tym, że nie miałam już sił, w pewien czwartek pojechałam do kościoła i poprosiłam księdza o udzielenie sakramentu namaszczenia chorych.

Tydzień później moja siostra zwróciła uwagę, że nie kaszlę i że zostałam uzdrowiona. Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie, że kaszel minął, a krwawienia ustały. Przez kolejne cztery miesiące do samego rozwiązania ani razu nie zachorowałam. Powróciły siły, czułam się znakomicie, byłam pełna energii, a 8 września 2014 r. przyszedł na świat Michał, zdrowy i zadowolony syn.

Ewa Winiarska

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.