Rodzinne przypadki

28 lipca 2014, woj. podkarpackie

Z głębi mojego serca dziękuję za ogrom łask, uzdrowień i cudów, jakie miały miejsce w całym moim życiu osobistym i rodzinnym, których nie jestem w stanie wypowiedzieć.

U początku mojego małżeństwa przeżyłam dwa poronienia w trzecim miesiącu ciąży. Po drugim poronieniu lekarz powiedział, że już nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Jednak wielka ufność Bogu, modlitwa, ofiarowane Msze święte sprawiły inaczej. Te kochane dzieciątka, chociaż nie mogły przyjąć sakramentu chrztu świętego, są już szczęśliwe w niebie. Potem w niedługim czasie Bóg pocieszył nas i dał nam troje dzieci: córkę i dwóch synów.

Starszy syn, kiedy miał 3 latka, przez naszą nieostrożność, został oparzony wrzącym rosołem. W szpitalu, w którym spędził kilka tygodni, lekarz nie dawał mu żadnych szans na przeżycie. Jednak ze szpitala wyszedł zdrowy. Pozostały mu tylko blizny.

Kilkanaście lat później mój mąż miał wypadek podczas przecinania drzewa opałowego piłą elektryczną. Duży kloc drzewa odbity od piły uderzył go w głowę. Doznał pęknięcia czaszki oraz został uszkodzony nos. Musiał przebywać kilka tygodni w szpitalu. Dzięki Bogu przeżył i powrócił do zdrowia.

Doświadczyłam sześciu złamań kości i trzech operacji. Dwa razy poważnie upadłam. Pierwszy raz, gdy upadłam ze schodów, doznałam urazów głowy. Ból odczuwam do dnia dzisiejszego. Przy drugim upadku, gdy złamałam nos, nie obeszło się bez szpitala.

Dopadały mnie też różne dolegliwości, jak choćby półpasiec. Podczas tej choroby, choć byłam bardzo słaba, zdecydowałam udać się na pielgrzymkę do Kalwarii Zebrzydowskiej. Po Drodze Krzyżowej, gdy weszliśmy do kościoła, uklęknęłam przed cudownym obrazem Matki Bożej, prosząc gorąco o uzdrowienie mówiłam, że nie odejdę z tego miejsca, aż nie będę zdrowa. Moja prośba w jednej chwili została wysłuchana i całkowicie zdrowa powróciłam do domu. W sanktuarium jest złożone moje podziękowanie.

Z kolei moja córka miała wypadek jadąc rowerem. Potracił ją samochód. Cudem ocalała. Miała połamaną nogę oraz uszkodzony staw kolanowy. Przebywała długi czas w szpitalu w Rzeszowie.

Kolejna doznana łaska w moim życiu, to uzdrowienie mojej wnuczki, która zachorowała krótko po urodzeniu. Była prawie nieprzytomna. Została odwieziona do szpitala. Miała ropne zapalenie uszu, biegunkę i komplikacje w stawie biodrowym. Cudownie odzyskała zdrowie.

Pełne trwogi i bólu zdarzenie przeżyliśmy, kiedy mój syn, obcinając na podwórzu bardzo dużą gałąź lipy, został uderzony w głowę kawałkiem gałęzi i stracił przytomność. Miał wstrząs mózgu. Został zabrany do szpitala. Po tygodniu wyszedł bez uszczerbku na zdrowiu. Kilkanaście lat później miał kolejny wypadek. Przy przecinaniu drzewa, podobnie jak mój mąż, o mało nie stracił ręki. Została uszkodzona dłoń. Najbardziej ucierpiał palec wskazujący. Niestety, nie jest już tak sprawny, jak byśmy tego chcieli.

W każdym opisanym wydarzeniu, które przedstawiam w wielkim skrócie, zaufałam Bogu za pośrednictwem Maryi. Zawsze jestem z Maryją, która prowadzi mnie i całą rodzinę i otacza swoją macierzyńską opieką.

Wdzięczna Maria

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.