Szczepcie…/nie szczepcie…?

Chyba każda mama, przeglądając Internet, nie jeden raz spotkała się z krytyką szczepień ochronnych. Jedni krytykują to, że te szczepienia, które w innych krajach są refundowane, w Polsce rodzice muszą pokrywać z własnej kieszeni; np. szczepionka p. pneumokokom czy rotawirusom, twierdząc, że szczepienia ratują przed niebezpiecznymi chorobami i ich powikłaniami. Druga grupa to osoby, które krytykują szczepienia i te refundowane, i te nierefundowane, obarczając je – użyję eufemistycznego określenia – winą za szereg niebezpiecznych odczynów. I jedna grupa, i druga wypowiada się dość radykalnie, popierając swoje stanowisko licznymi przykładami, i to niewyssanymi z palca. Kogo więc słuchać, komu ufać, którym tropem iść, jaką podjąć decyzję odnośnie do szczepień dzieci?

IGNORANCJA = TOLERANCJA?
Kiedy urodziła się nasza pierwsza córa, a było to już 10 lat temu, żadna ze znanych mi osób nie informowała mnie o złym wpływie szczepień na dzieci, nie spotkałam też w prasie żadnego takiego artykułu, być może dlatego że dostęp do Internetu był dość ograniczony, a najwięcej o NOP-ach dowiedzieć się można obecnie właśnie poprzez różnego rodzaju strony internetowe. Ja sama traktowałam szczepienie noworodka i niemowlęcia jako coś zupełnie normalnego czy wręcz koniecznego, by ustrzec go przed chorobami. Zawsze ufałam lekarzom, którym oddawałam moje dziecko w ręce, więc nie znajdowałam powodu, dla którego mogliby je albo skrzywdzić, albo w jakikolwiek inny sposób nie dopełnić obowiązków wynikających z zawodu czy powołania. Córa została więc normalnie zaszczepiona w terminach kolejno wyznaczanych przez lekarza. Szczepienia znosiła dobrze, a ja i mąż byliśmy spokojni i każdą wizytę szczepienną traktowaliśmy bezstresowo. Cieszyliśmy się, że dziecko przybiera na wadze, wybiega poza środkowy centyl i za każdym razem zostaje dopuszczone do wakcynacji. Ani nam się śniło, by po iniekcji mogły nastąpić jakieś nieoczekiwane następstwa, tym bardziej że ani razu nikt z personelu medycznego nie poinformował nas o ewentualnych odczynach, nawet nie zalecano nam kupowania środka przeciw gorączce, a gorączka to przecież najpowszechniejszy NOP – o tym dowiedzieliśmy się dużo później w wyniku osobistych poszukiwań. Były więc kolejno wizyta, badanie, szczepienie, wyznaczenie kolejnej daty szczepionki i tak przez szereg miesięcy. W 18. miesiącu, gdy córa została zaszczepiona szczepionką skojarzoną błonica, tężec, krztusiec (DTPw), Hib, Polio (IPV), dostała w ciągu doby bardzo wysokiej gorączki – 39,3. Przestraszyłam się bardzo, bo płakała i nie spała całą noc. Lekarz, do którego się udaliśmy, zalecił środek przeciwgorączkowy i nie kazał epizodu traktować poważnie, zapewniając nas, że gorączka szybko minie, a reakcja organizmu dziecka jest reakcją świadczącą o przyjęciu szczepionki, więc de facto nic się nie dzieje. Faktycznie, następnego dnia wszystko było w porządku, więc szybko zapomnieliśmy o całym zajściu.

UODPARNIAJĄ CZY NIE UODPARNIAJĄ?

Gdy byłam w ciąży z synkiem, już bardzo dobrze znałam osoby, które świadomie wybrały nieszczepienie dzieci, a przynajmniej odroczenie szczepienia do 2. roku życia. Niektóre mamy nie godzą się na szczepienie w 2. dobie życia dziecka, jasno komunikując to personelowi szpitalnemu. Minęło niecałe 9 lat od narodzin naszej córki. W ciągu tych kilku lat świadomość rodziców uległa radykalnej zmianie. Dostęp do Internetu stał się łatwiejszy i powszechniejszy, matki i ojcowie zaczęli się wzajemnie informować, uświadamiać, ostrzegać w kwestii szczepień, a zwłaszcza w kontekście możliwych odczynów poszczepiennych. Stworzyli oni ogromną bazę danych, która jest przepastnym źródłem wiedzy dla rodziców borykających się z szukaniem odpowiedzi na pytanie: szczepić czy nie szczepić? Z drugiej strony odnajduję osoby, które w równie przekonywujący sposób bronią zasadności szczepień i głośno o tym mówią, obalając twierdzenia przeciwników szczepień, deklarując jednocześnie szczepienie swoich dzieci zarówno szczepionkami obowiązkowymi, jak i zalecanymi. Straszy się rodziców nieszczepiących swych dzieci powrotem „zapomnianych” chorób, jeśli tendencja do nieszczepienia pogłębi się. Im bardziej wgryzam się w lekturę artykułów i zwolenników, i przeciwników szczepionek, tym bardziej czuję zakłopotanie i niepewność. Okazuje się, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie dotyczące szczepień. Kiedyś wydawało mi się to wszystko proste i klarowne: szczepienia ratują życie, są dobrodziejstwem dla ludzkości, dziś to wszystko zostało rozmyte i nie wiadomo, komu ufać, ja przynajmniej doznaję tego dziwnego poczucia zawieszenia i niejednoznaczności w formułowaniu poglądów na temat szczepień, które pojawia się nawet wśród znajomych lekarzy.

DEZINFORMACJA GENERUJE LĘK I NIEPEWNOŚĆ

Po urodzeniu synka, po długim rozeznawaniu, rozmowie z najbliższymi i przyjaciółmi oraz pediatrą, któremu ufamy, postanowiliśmy poddać naszego syna szczepieniom obowiązkowym. Tym razem jednak każdej wizycie towarzyszył nasz ogromny lęk o zdrowie synka i pytania o to, jak zniesie szczepienie, czy nie będzie NOP-ów? Po szczepieniu zaś paranoiczne czekanie na odczyn, ciągłe sprawdzanie temperatury ciałka, oglądanie miejsca wkłucia. Potem lektura podsuniętych przez znajomych (szkoda, że post factum) artykułów „straszących” możliwością wystąpienia odczynów, zalecających wnikliwe czytanie ulotek szczepionek etc. Byłam naprawdę przerażona i do tej pory towarzyszy mi ogromny lęk przed każdą wizytą szczepienną, tym bardziej, że aktualnie zbliża się pierwsza dawka MMR, czyli szczepionki okrytej złą sławą i oskarżanej o powodowanie autyzmu. Nie wiem, jaką decyzję podjąć, bo ciągle mówi się, że szczepionka ta w istocie nie jest jeszcze zbadana, z kolei zaufani lekarze uspokajają, zapewniając, że normalnie rozwijający się organizm dziecka przyjmuje tę szczepionkę i największym odczynem może być jedynie gorączka. To nie koniec, nagle dobiega do mnie informacja, że szczepionka nie daje pełnej odporności i niesie więcej ryzyka niż korzyści, z drugiej jednak strony ktoś szarpie mnie za rękaw i zaręcza, że szczepienie jest bezpieczniejsze niż zapadnięcie na którąś z tych chorób i ewentualne powikłania po nich. Dzwoni telefon, słyszę głos, który informuje mnie o nowych przypadkach autyzmu poszczepiennego i o fali tajemniczych zgonów osób, które krytykowały szczepienia. W tej atmosferze ja sama muszę podjąć ostateczną decyzję, czy szczepię moje dziecko, czy nie, ale jak podjąć właściwą decyzję, gdy wokół tyle rozbieżnych informacji i każda z nich tak samo chce dobra mojego maleństwa? Nastrój, jaki towarzyszy tematowi szczepień, zakłada, że zarówno korzyści jak i szkody wynikające ze szczepień są tylko przypuszczalne, trudno więc o gorsze położenie rodzica, który musi zadecydować i wybrać konkretną drogę.

Na ostatnim szczepieniu pediatra poinformowała nas, że do naszej przychodni należą trzy mamy, które konsekwentnie nie szczepią swoich dzieci. Nie prowadzą one ani batalii przeciwko szczepieniom, ani zbytnio się tym nie chwalą. Nie wiem, czy ponoszą jakieś konsekwencje związane z niepoddaniem dzieci obowiązkowi szczepienia. Smutne jest jednak to, że oskarża się rodziców szczepiących dzieci o to, że je krzywdzą, podobnie jak zarzuca się tym, którzy jednak nie szczepią, bezmyślność i narażanie dzieci na zapadnięcie na którąś z „zapomnianych” chorób. Wiem, że rodzice każdą decyzję podejmują z wielkiej miłości do swojego dziecka i czy szczepią, czy nie szczepią, zawsze mają na uwadze jak największe dobro swojego maleństwa. Podjęcie finalnej decyzji o nieszczepieniu, jak i o szczepieniu powinno wynikać z głębokiego przeświadczenia o szkodliwości, a w drugim przypadku o zasadności szczepień. Ja nie mam pewności ani co do pierwszej, ani co do drugiej postawy. Podobnie jak większość moich znajomych, którzy wychowują małe dzieci, w temacie szczepień doświadczam splątania myśli i wszechogarniającej dezinformacji. Mam nadzieję, że po upływie kolejnych 10 lat to wszystko, co zawikłane, w wyniku pogłębionych i rzetelnych badań, stanie się dla rodziców choć trochę bardziej przejrzyste, bo chyba nie ma gorszej sytuacji od tej, kiedy nie wiesz, na co się decydujesz, gdy podejmujesz decyzję o szczepieniu albo o nieszczepieniu dziecka.

Image courtesy of patrisyu at FreeDigitalPhotos.net

(664)

 

 

5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.