Świadectwa Mam

swiad

Po raz kolejny za pośrednictwem „Rycerza” pragnę podziękować Matce Najświętszej i Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II za kolejny dar macierzyństwa.

W ubiegłym roku zaszłam w ciążę bliźniaczą. Ciąża od początku była zagrożona. Całą spędziłam leżąc w łóżku. Pomimo to dwa razy lądowałam w szpitalu z podejrzeniem poronienia. Jednak Bóg chciał inaczej. Dzięki opiece Maryi udało mi się urodzić dwie śliczne dziewczynki w 32. tygodniu ciąży.

Przy inkubatorkach modliłam się do Matki Bożej Niepokalanie Poczętej i Ojca Świętego Jana Pawła II o zdrowie dla nich. Miałam również ze sobą Cudowny Medalik. Wiem, że tylko dzięki temu miałam siłę pokonać kryzysy i nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Dziś moje maleństwa mają już roczek i każdego dnia dziękuję Bogu, że są z nami i że są zdrowe, bo mimo tak wczesnego urodzenia, nie wykryto u nich żadnych wad. Są cudeńkami Bożymi na tym świecie.

Maryjo Niepokalanie Poczęta, wiem, że czuwasz nad całą naszą rodziną. Na każdym kroku czuję Twoją obecność. Nie opuszczaj nas, gdyż sami nie damy sobie rady na tym świecie. Kieruj naszymi myślami, czynami i dodaj nam siły i wiary do pokonywania codziennych trudności. O Maryjo bez grzechu pierworodnego poczęta, módl się za nami.

Wdzięczna Matka, Podkarpackie


 NOWENNA POMPEJAŃSKA

 Dziękuję Matce Przenajświętszej za dar macierzyństwa. Przez półtora roku, mimo braku przeciwwskazań medycznych, nie udawało nam się z mężem zajść w upragnioną ciążę. Nasz problem postanowiliśmy polecić Maryi w Nowennie Pompejańskiej. Już w drugim cyklu po zakończeniu Nowenny okazało się, że noszę pod sercem wyczekane maleństwo. Kiedy w ciąży doszło do komplikacji, po raz drugi odmawialiśmy Nowennę, tym razem w intencji zdrowia dziecka i jego bezpiecznego przyjścia na świat. Od tego momentu ciąża przebiegała bezproblemowo. W dniu porodu ze względu na zagrożenie dziecka zamartwicą lekarz zadecydował o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia. Córka urodziła się zdrowa, otrzymała 9 punktów Apgar. Na imię daliśmy jej Joanna, co oznacza- Bóg jest łaskawy. Dziękujemy Ci Matko Przenajświętsza!

Magdaj, zachodniopomorskie


Dziękuję Matce Najświętszej i św. Janowi Pawłowi II za kolejny dar macierzyństwa.
W ubiegłym roku zaszłam w ciążę bliźniaczą. Ciąża od początku była zagrożona. Całą spędziłam leżąc w łóżku. Dwa razy byłam w szpitalu z podejrzeniem poronienia. Dzięki opiece Maryi udało mi się urodzić dwie śliczne dziewczynki w 32. tygodniu ciąży.

Przy inkubatorkach modliłam się do Matki Bożej o zdrowie dla nich. Miałam również ze sobą Cudowny Medalik. Wiem, że tylko dzięki temu miałam siłę pokonać kryzysy i nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Dziś moje maleństwa mają już roczek i każdego dnia dziękuję Bogu, że są z nami i że są zdrowe, bo mimo tak wczesnego urodzenia, nie wykryto u nich żadnych wad. Są cudeńkami Bożymi na tym świecie.

Wdzięczna Matka, Podkarpacie


Dziękuję Najświętszej Maryi za otrzymaną łaskę macierzyństwa. Wiele lat czekania, depresji i łez, wiele nieprzespanych nocy, bólu wewnętrznego i zwątpienia. I wtedy stał się cud. A prawie nikt nie dawał nam szans. Dziękuję, Maryjo, za Twoją opiekę i wstawiennictwo u Pana Boga. Dziękuję za nakierowanie mnie na lekarza naprotechnologa, który podjął skuteczne i trafne leczenie. Dziękuję Ci, Maryjo, za bezproblemową ciążę i za nasze wspaniałe dziecko.

Wdzięczna za łaski, Wielka Brytania


 

Z Dziełem Duchowej Adopcji zetknęliśmy się, kiedy jeszcze byliśmy narzeczonymi. Wspólnie postanowiliśmy, włączyć się w to dzieło. Moment uroczystego ślubowania, był dla nas wielkim przeżyciem. Niełatwo było jednak, uświadomić sobie, że oto nagle, nie będąc jeszcze małżeństwem, każde z nas, stało się rodzicem jednego, Bogu jedynie wiadomego dziecka. Jednak owoce tej modlitwy dały się odczuć w naszym życiu w sposób namacalny. Codzienna modlitwa w intencji tego dziecka, wzmocniła naszą więź z Bogiem, pozwoliła przezwyciężyć wiele pokus, a przede wszystkim, to co sprawiło nam szczególną radość – dotrwać w czystości do ślubu.

Po zawarciu sakramentu małżeństwa, postanowiliśmy duchowo adoptować kolejne, trzecie dziecko. To zobowiązanie, wspólnie przez nas zrealizowane, jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło, pomogło przetrwać pierwsze kryzysy. Kiedy podjęliśmy, czwartą duchową adopcję, okazało się, że sami oczekujemy na narodziny dziecka. Nasza radość była ogromna. Jednak w trzecim miesiącu ciąży, bardzo źle się czułam. Lekarz poinformował mnie, że jestem chora na różyczkę, połączoną z zapaleniem płuc. Jego zdaniem, ciążę należało, natychmiast usunąć, gdyż zagrażała ona mojemu zdrowiu, a i dziecko najprawdopodobniej urodzi się mocno uszkodzone.

Jak boleśnie to przeżyliśmy, jedynie Pan Bóg wie, do którego też ze zdwojoną gorliwością, zaczęliśmy się modlić. Nasza ufność i zawierzenie Bogu rosło, w miarę zbliżania się terminu rozwiązania. Ale tego, jaką niespodziankę, przygotował dla nas Dawca Życia, nie byliśmy w stanie przewidzieć. W dniu, kiedy kończyła się nasza czwarta duchowa adopcja, narodził się nam synek – cały, zdrowy i radosny.

Obecnie ja, jak i nasz czteromiesięczny maluch, cieszymy się zdrowiem i wciąż dziękujemy Bogu, za to, co dla nas uczynił.

Małżonkowie


2012 Warszawa, Wdzięczni rodzice

Pragniemy spełnić obietnicę i gorąco podziękować Matce Najświętszej za nawrócenie i uwolnienie naszej córki Magdy z nałogu narkomanii.

Nasza córka mając 15 lat wpadła w złe towarzystwo, używała i alkoholu narkotyków. Nasza i jej gehenna trwała około 8 lat. Nikt nie dawał jej szansy na wydostanie się ze szpon nałogu. Jej stan był tragiczny z punktu widzenia fizycznego, a tym bardziej psychicznego. Bardzo liczne odtrucia i ośrodki terapeutyczne kończyły się powrotami na „stare śmieci”. Konflikty z prawem sprawiały, że nie widzieliśmy nadziei na lepsze „jutro”.

Zawierzyliśmy Matce Najświętszej i nie ustępowaliśmy w modlitwie. Ja chodziłam na pielgrzymki do Niepokalanowa.

Przyszedł moment dla nas niespodziewany. Był to moment cudu jaki tylko może się wydarzyć w Boskich możliwościach. Córka z własnej inicjatywy wyszła do nas z prośbą o pomoc. Sama pojechała na leczenie terapeutyczne w ośrodku, przyjęła sakrament pokuty. Po okresie leczenia córka powróciła do miejsca zamieszkania, wkrótce potem przyjęła sakrament małżeństwa. Do dziś jest w abstynencji, bardzo dobrze prosperuje, jest szczęśliwą mężatką.

Jesteśmy wdzięczni Panu Jezusowi, Matce Najświętszej za wysłuchanie naszych gorących próśb. Z tego miejsca chcielibyśmy podziękować również ks. Janowi oraz s. Wiesławie Karwackiej za każdą duchową pomoc naszej córce, bo to przez te osoby działała siła i łaska Boża.

 

11 lipca 2012, Lisewo, Katarzyna Żmuda

Pragnę dziś sprostać przyrzeczeniu danemu Najświętszej Maryi Pannie i opisać cudowny powrót do zdrowia i życia Marysi. Mama Marysi, Kasia, a moja córka chrzestna podczas ciąży dostawała leki przeciwskurczowe, a przy tym miała niedoleczoną infekcję.

Te dwie okoliczności doprowadziły do tego, że w 35 tygodniu ciąży Kasia znalazła się w szpitalu na patologii ciąży. Urodziła się Marysia o 11-tej z 9 punktami w skali APGAR.

Po 2 minutach (w zatrważającym tempie) ilość punktów spadła do dwóch, serce biło słabo. Marysia została poddana resuscytacji, nie było oddechu, odruchów, rokowania były bardzo złe. Marysia musiała być podłączona do aparatu, który pobudzał pracę jej serca, ponieważ biło zbyt słabo. Po czasie okazało się, że była reanimowana, przeszła zapaść, była niedotleniona. Do tego nastąpił wylew krwi do komór mózgowych. Trzeciego dnia po urodzeniu dawano Marysi ok. 25% szans na przeżycie.

Kiedy tylko dowiedzieliśmy się o tym wszystkim ruszył szturm modlitewny i post o chlebie i wodzie. Zostały odprawione Msze święte. Wtedy też złożyłam ślub, że napiszę publiczne świadectwo, jeśli Maryja zachowa naszą Marysię przy życiu i zdrowiu.

Dziś Marysia ma 9 lat, jest zupełnie zdrowa. Za to wszystko z pokorą, miłością i ogromną wdzięcznością dziękuje wierna czcicielka.

mother loves

 

2012 Kraków, Katarzyna A.

Trzy lata temu urodziłam pierwsze dziecko, syna, Wojtka. Poród był trudny, lekarz zalecił aby najlepiej nie mieć już dzieci. Wraz z mężem postanowiliśmy się modlić. Zawsze chcieliśmy mieć wiele dzieci, ale oczywiście zgodziłabym się na to co, Bóg przygotował. W roku ubiegłym okazało się, że jestem w stanie błogosławionym. Bardzo się bałam. Lekarz powiedział, że czas oczekiwania na dziecko będzie trudny, ale jeszcze trudniejszy będzie poród, kazał po prostu ufać i modlić się. Rzeczywiście większość ciąży musiałam leżeć. Ten czas przeznaczyłam na modlitwę i na czytanie książek i Biblii, której nigdy wcześniej nie przeczytałam w całości. Gdy nadszedł czas porodu bardzo się bałam. Lekarz jednak stwierdził, że powinnam urodzić w sposób naturalny. Podczas porodu do pewnego czasu wszystko szło dobrze. W pewnym momencie dziecko zakleszczyło się. Lekarz wyciągnął je, ale nie oddychało. Od razu zostało przyłączone do respiratora. Ja modliłam się, straciłam dużo krwi i zemdlałam. Gdy się obudziłam spytałam o dziecko, drugiego syna. Okazało się, że jego stan jest nadal ciężki, ale mąż, poprosił pielęgniarki aby został ochrzczony. Bardzo się z tego ucieszyłam. Kontynuowałam modlitwę, w głębi serca byłam spokojna. Po trzech tygodniach syn wrócił ze szpitala, rośnie i rozwija się prawidłowo. Lekarz, ku naszemu zaskoczeniu powiedział, że nie widzi przeciwwskazań przed kolejnymi dziećmi. Za tę łaskę macierzyństwa i zdrowego syna, Tomka, serdecznie dziękuję Niepokalanej. Jestem Jej rycerką.

 

2012 Białystok, Jerzy M.

Moja żona zmarła wiele lat temu, obiecałem jej, że będę dobrze opiekować się naszymi dziećmi i wychowam ich na dobrych katolików. Niestety mimo moich starań mój syn zszedł z dobrej drogi. Jako młody chłopak miał kłopoty z prawem, zażywał narkotyków. Wiele się modliłem, nie mogłem dotrzeć do syna i miałem z nim coraz to gorszy kontakt. Kilkakrotnie w intencji syna pielgrzymowałem do Częstochowy, Niepokalanowa i Lichenia. We wszystkich tych sanktuariach modliłem się i zamówiłem Msze święte w intencji syna. Przez dwa lata syn przebywał w więzieniu z kradzież. W tym czasie spotkał wspaniałego kapłana, przeszedł też odwyk i wrócił odmieniony. Syn ustatkował się, znalazł wspaniałą dziewczynę, która została jego żoną. Wydawało się, że wszystko jest już dobrze. Dziękowałem Bogu za tę zmianę. Stało się jednak inaczej. Syn stracił pracę, przez długi czas nie mógł się pozbierać i zaczął pić. Problem alkoholowy trwał aż pięć lat. Nie było dnia, aby nie wracał do domu pijany. Synowa obawiała się o siebie i dzieci. Nie wiedziałem jak jej pomóc i jak nakłonić syna do zmiany, wiedziałem jednak, że już raz się zmienił, i że dzięki łasce Bożej ten cud przemiany może dokonać się ponownie.

W ubiegłym roku syn uległ wypadkowi. Był pijany i po prostu wszedł pod samochód. Kierowca został oskarżony choć tak naprawdę był niewinny. Syn przebywał w szpitalu, nie miał ciężkich obrażeń, może właśnie dlatego, że był w stanie nietrzeźwym. Podczas pobytu w szpitalu syn wyspowiadał się i złożył przysięgę abstynencji.

Od tego czasu minęło już kilka miesięcy i za tę łaskę pragnę podziękować.

 

28 lipca 2014; woj. podkarpackie, Wdzięczna Maria

Z głębi mojego serca dziękuję za ogrom łask, uzdrowień i cudów, jakie miały miejsce w całym moim życiu osobistym i rodzinnym, których nie jestem w stanie wypowiedzieć.

U początku mojego małżeństwa przeżyłam dwa poronienia w trzecim miesiącu ciąży. Po drugim poronieniu lekarz powiedział, że już nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Jednak wielka ufność Bogu, modlitwa, ofiarowane Msze święte sprawiły inaczej. Te kochane dzieciątka, chociaż nie mogły przyjąć sakramentu chrztu świętego, są już szczęśliwe w niebie. Potem w niedługim czasie Bóg pocieszył nas i dał nam troje dzieci: córkę i dwóch synów.

Starszy syn, kiedy miał 3 latka, przez naszą nieostrożność, został oparzony wrzącym rosołem. W szpitalu, w którym spędził kilka tygodni, lekarz nie dawał mu żadnych szans na przeżycie. Jednak ze szpitala wyszedł zdrowy. Pozostały mu tylko blizny.

Kilkanaście lat później mój mąż miał wypadek podczas przecinania drzewa opałowego piłą elektryczną. Duży kloc drzewa odbity od piły uderzył go w głowę. Doznał pęknięcia czaszki oraz został uszkodzony nos. Musiał przebywać kilka tygodni w szpitalu. Dzięki Bogu przeżył i powrócił do zdrowia.

Doświadczyłam sześciu złamań kości i trzech operacji. Dwa razy poważnie upadłam. Pierwszy raz, gdy upadłam ze schodów, doznałam urazów głowy. Ból odczuwam do dnia dzisiejszego. Przy drugim upadku, gdy złamałam nos, nie obeszło się bez szpitala.

Dopadały mnie też różne dolegliwości, jak choćby półpasiec. Podczas tej choroby, choć byłam bardzo słaba, zdecydowałam udać się na pielgrzymkę do Kalwarii Zebrzydowskiej. Po Drodze Krzyżowej, gdy weszliśmy do kościoła, uklęknęłam przed cudownym obrazem Matki Bożej, prosząc gorąco o uzdrowienie mówiłam, że nie odejdę z tego miejsca, aż nie będę zdrowa. Moja prośba w jednej chwili została wysłuchana i całkowicie zdrowa powróciłam do domu. W sanktuarium jest złożone moje podziękowanie.

Z kolei moja córka miała wypadek jadąc rowerem. Potracił ją samochód. Cudem ocalała. Miała połamaną nogę oraz uszkodzony staw kolanowy. Przebywała długi czas w szpitalu w Rzeszowie.

Kolejna doznana łaska w moim życiu, to uzdrowienie mojej wnuczki, która zachorowała krótko po urodzeniu. Była prawie nieprzytomna. Została odwieziona do szpitala. Miała ropne zapalenie uszu, biegunkę i komplikacje w stawie biodrowym. Cudownie odzyskała zdrowie.

Pełne trwogi i bólu zdarzenie przeżyliśmy, kiedy mój syn, obcinając na podwórzu bardzo dużą gałąź lipy, został uderzony w głowę kawałkiem gałęzi i stracił przytomność. Miał wstrząs mózgu. Został zabrany do szpitala. Po tygodniu wyszedł bez uszczerbku na zdrowiu. Kilkanaście lat później miał kolejny wypadek. Przy przecinaniu drzewa, podobnie jak mój mąż, o mało nie stracił ręki. Została uszkodzona dłoń. Najbardziej ucierpiał palec wskazujący. Niestety, nie jest już tak sprawny, jak byśmy tego chcieli.

W każdym opisanym wydarzeniu, które przedstawiam w wielkim skrócie, zaufałam Bogu za pośrednictwem Maryi. Zawsze jestem z Maryją, która prowadzi mnie i całą rodzinę i otacza swoją macierzyńską opieką.

15 sierpnia 2014, Milanówek, Katarzyna

Moja ciąża z pierwszym dzieckiem przebiegała prawidłowo. Kiedy nadeszła chwila porodu, bardzo się bałam. Poprosiłam więc Matkę Przenajświętszą o pomoc. Przeczucia nie myliły mnie. Okazało się, że nie nadawałam się do porodu naturalnego. Dziecko tkwiło w kanale rodnym przez godzinę, rozbijając główką moje kości. Lekarz robił wszystko, aby pomóc mu przejść na świat. Przez pewien moment nie słyszałam płaczu dziecka, bałam się, że dziecko nie żyje. Powiedziano mi, że doszło do niedotlenienia, gdyż dziecko było owinięte pępowiną. Urodziło się z obustronnymi krwiakami okołokostnymi, które miały wchłaniać się przez osiem miesięcy, ale wchłonęły się w ciągu trzech miesięcy.

Długo dochodziłam do siebie. Z dzieckiem jeździłam na różne badania. Neurolog powiedział, że dziecko jest opóźnione w rozwoju z powodu niedotlenienia mózgu. Wtedy też powiedziałam do Matki Przenajświętszej, że nieważne, jakie będzie moje dziecko, ale będzie moje i będę je kochać najmocniej, jak potrafię.

Cały czas modliłam się, szczególnie modlitwą różańcową. Odmówiłam Nowennę Pompejańską. Przy następnej wizycie u neurologa okazało się, że wszystko jest w porządku. Po roku mój syn zaczął chodzić i gaworzyć. Kiedy lekarz zobaczył dziecko – a znał przebieg porodu i komplikacje – powiedział, że ewidentnie jest to cud.

7 września 2014, Lublin, Janina Kwiecień

Dziękuję Panu Jezusowi i Matce Najświętszej za to, że córka moja nie została kaleką po ciężkim wypadku.

23 maja 2014 r. córka spadła ze schodów nowowybudowanego domu na betonową posadzkę. W wyniku tego upadku córka doznała wstrząsu mózgu, złamania kręgosłupa i nogi. Modlitwa oraz Msza święta, która była odprawiona w jej intencji, została wysłuchana i córka dziś chodzi o własnych siłach.

Za to gorąco dziękuję jeszcze raz Panu Bogu i Matce Najświętszej.

doughter

2014, Przeworsk, Wdzięczny Jan

W 1989 r. wpadłem do głębokiego kanału, przywalony laminatowymi płytami. Żona z kolegą wyciągnęli mnie. Pogotowie zabrało do szpitala. Tam stwierdzono złamanie stawu biodrowego. Przeleżałem pięć tygodni nieruchomo. Cały czas rodzina i ja modliliśmy się do Niepokalanej, której Cudowny Medalik od młodych lat noszę na szyi. Po roku chodzenia o dwóch kulach, wyzdrowiałem.

W 2001 r. jechałem samochodem z synem i 14-miesięcznym wnukiem. Wnuczek siedział w foteliku, a syn obok mnie. W drodze powrotnej syn powiedział, że usiądzie z tyłu. Chwilę potem zza zakrętu wyjechał z dużą szybkością samochód i czołowo wjechał na nas. Prawa strona mojego samochodu z przodu doszczętnie została zniszczona. Jesteśmy przekonani, że Jezus i Maryja nas uratowali. Syn też nosi Cudowny Medalik.

W 2009 r. zmarło dwóch moich braci i siostra. Załamałem się psychicznie i kilka razy leżałem w psychiatrycznym szpitalu. Modliliśmy się, były odprawiane Msze święte i po czterech miesiącach depresja ustąpiła. Jestem przekonany, że Matka Boża od Cudownego Medalika wyprosiła mi u Pana Jezusa uzdrowienie.

14 listopada 2014, Ewa Winiarska

28 września 2013 r. wyszłam za mąż. W styczniu następnego roku okazało się, że jestem w ciąży, która jest zagrożona. Krwawienia nie mijały i męczył mnie kaszel. Lekarze podejrzewali, że kaszel jest powodem tych krwawień, które zagrażały dziecku. Przez pięć miesięcy „leczyłam się” tylko domowymi sposobami. Jednak to nie przynosiło żadnego efektu. Kaszel, nie dość, że utrzymywał się tak długo, to był na tyle dokuczliwy i intensywny, że nadal krwawiłam. Znajoma powiedziała mi, abym przyjęła sakrament namaszczenia chorych. Długo się wahałam, gdyż przyjęcie tego sakramentu kojarzyło mi się z ostatnim namaszczeniem. W związku z tym, że nie miałam już sił, w pewien czwartek pojechałam do kościoła i poprosiłam księdza o udzielenie sakramentu namaszczenia chorych.

Tydzień później moja siostra zwróciła uwagę, że nie kaszlę i że zostałam uzdrowiona. Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie, że kaszel minął, a krwawienia ustały. Przez kolejne cztery miesiące do samego rozwiązania ani razu nie zachorowałam. Powróciły siły, czułam się znakomicie, byłam pełna energii, a 8 września 2014 r. przyszedł na świat Michał, zdrowy i zadowolony syn.

lipiec 2014, Gdynia, Wdzięczny czciciel Kazimierz

Bardzo często zwracałem się do Matki Bożej o pomoc w różnych sprawach i zawsze ją otrzymywałem.

Po ślubie z żoną poszliśmy przed ołtarz Matki Bożej, prosząc o błogosławieństwo na wspólną drogę życia. W czerwcu minęło 41 lat. Prosiłem o syna, córkę, a teraz mamy już kochanych wnuków.

Na początku lat 90. ubiegłego stulecia, gdy zaczęły się problemy z pracą, prosiłem Matkę Bożą o pracę na kontraktach. Przed Jej figurą w kościele, gdy tylko dysponowałem czasem, odmawiałem Różaniec i rozmawiałem z Nią o swoich problemach. Nie mając doświadczenia, otrzymałem pracę, którą wykonywałem przez 20 lat.

Syn i synowa przez kilka lat nie mieli dziecka, a tak bardzo pragnęli. Byli zdecydowani na adopcję. Modliliśmy się wszyscy. Modliły się również karmelitanki bose. Po dwóch miesiącach synowa była w ciąży. W czerwcu wnuczek skończył 4 lata.

Po badaniu kontrolnym wykryto u żony na płucach trzy guzy. Pojechaliśmy do sanktuarium św. Faustyny i prosiliśmy o pomoc. W drodze powrotnej żona poczuła wielki ból w klatce piersiowej. Po dwóch miesiącach miała ponowne badanie kontrolne i nie było żadnego guza.

W wielu innych przypadkach, modląc się do Matki Bożej, otrzymywaliśmy to, o co prosiliśmy.

24 września 2014, Gdynia, Gabriela i Wiesław Fojut

Pierwsze lata naszego małżeństwa układały się wspaniale. Przyszły jednak i te gorsze, gdy mój mąż zaczął popijać z kolegami, do domu wracał późno, korzystał z uciech tego świata. Któregoś dnia wykrzyczałam, że nie chcę mieć więcej dzieci z pijakiem! Nie wiedziałam, że spełni się to moje przekleństwo…

Mieliśmy już córkę, a ja byłam w stanie błogosławionym. Chłopczyk urodził się w szóstym miesiącu ciąży, żył dobę. Kiedy poczęło się kolejne dziecko – dziewczynka, która zaraz po urodzeniu odeszła do Pana, dało mi to do myślenia – wróciły słowa wykrzyczane wcześniej do męża. To mnie boleśnie nauczyło, by nie mówić niczego złego, czego później będziemy mocno żałowali.

Znajomy kapłan zaprosił nas do wspólnoty Domowego Kościoła. Kiedy na rekolekcjach oddaliśmy siebie i swoje życie Jedynemu Panu Jezusowi Chrystusowi, zaczęła się przygoda, która trwa do dzisiaj.

Nasza córka Ewelina, będąc w siódmej klasie, przeżyła dwa pożary: pierwszy w hali Stoczni Gdańskiej. Była bardzo mocno poparzona. Bóg pozwolił nam przetrwać ten trudny czas. Po wielu przeszczepach, po trzech miesiącach pobytu w szpitalu, córka wróciła do domu.

Dwa lata później, gdy córka była sama w domu, zapalił się telewizor. Córka żaliła się, ze jest chyba skazana na pożar.

Razem z mężem bardzo chcieliśmy pojechać do Ojca Świętego Jana Pawła II, udało się nam przyjechać na Karola Boromeusza, na imieniny naszego Papieża.

W dniu imienin Ojca Świętego Jana Pawła II mój mąż spadł z drabiny i złamał kręgosłup – dokładnie w rok po tym, jak udało nam się być u Ojca Świętego w Rzymie. Rehabilitacja trwała dwa lata. Było to trudne doświadczenie. Zadawałam sobie pytanie, co jeszcze Pan Bóg przygotował dla naszego małżeństwa? Dwa tygodnie później okazało się, że mam złośliwego raka trzonu macicy. Obyło się jednak bez chemio- i radioterapii.

Dziękuję Jezusowi za każdy krzyż, bo on przybliża nas, nasze dzieci i wnuki do miłosiernego Serca Jezusowego. Dziękuję Maryi za pomoc, opiekę i otwarte serce na trudne sprawy dzieci.

20 lipca 2014, Warszawa, Wdzięczna rycerka Niepokalanej Edyta

Moje dzieci były leczone wziewnymi, sterydowymi lekami, które brały na astmę. Widziałam skutki uboczne tych leków. Niestety, wszelkie próby ich odstawienia na dłużej nie powiodły się (mimo zaleceń lekarza). Modliłam się w intencji ich wyzdrowienia, odmówiłam Nowennę Pompejańską. Matka Boża mnie wysłuchała.

U starszej córki pojawiły się różne problemy, wynikające ze złego wpływu rówieśników, a także okresu dojrzewania. Prosiłam również na Nowennie Pompejańskiej o zdrowie psychiczne dla niej, aby była silna. Królowa Różańca świętego wysłuchała mnie. Za to serdecznie dziękuję.

Każdemu polecam Różaniec i Nowennę Pompejańską, szczególnie w ciężkich, trudnych, wręcz beznadziejnych sytuacjach życiowych.

11 sierpnia 2014, Brzeziny, Emilia

Dziękuję Najświętszej Maryi za opiekę nad moją rodziną i wysłuchanie moich próśb.

W 1987 r. mój mąż zachorował na nowotwór płuca. Po operacji lekarze rokowali mu trzy miesiące życia. Mąż żył jeszcze 12 lat.

W kwietniu 2014 r. córka została skierowana na operację guza tarczycy, której bardzo się bała. Ja modliłam się za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki o szczęśliwą operację i dobre wyniki. Operacja przebiegała bez żadnych komplikacji i wyniki badań są dobre.

Za wszystkie otrzymane łaski dziękuję Maryi Pannie z całego serca.

20 sierpnia 2014, Jaworzno, Ewa G.

Gorąco dziękuję Panu Bogu i Matce Niepokalanej za szczególne łaski i opiekę w życiu. Syn miał 3 latka, kiedy niezauważony przez nas wziął grzałkę do podgrzewania wody i włączył ją w pokoju do kontaktu. Z kuchni poczułam zapach spalenizny. Wbiegłam do pokoju, grzałka była już rozpalona do czerwoności, w dywanie, na którym leżała, zaczęła wypalać się dziura. Synek siedział bardzo blisko i przyglądał się. Szybko wyłączyłam grzałkę i wyniosłam. Ze łzami w oczach tuliłam syna i dziękowałam Panu Bogu, że uchronił go przed ciężkim oparzeniem. To cud, że syn nie dotknął grzałki. Małe dziecko nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, a lubi dotknąć wszystkiego.

Innym razem syn, bawiąc się piłką w domu, rzucił nią w lampę. Część szkła spadła, a przy suficie wisiały ostre kawałki. Ani jeden kawałek spadającego szkła nie zranił syna, a stał tuż pod lampą. Wiszące ostre kawałki zebrał mąż po przyjściu z pracy, mówiąc, że lekko się trzymały. Uważam, że to też była szczególna opieka Boża, że synek nie został zraniony.

Opiece Matki Bożej zawdzięczam życie moje i córki, kiedy dwa razy uchroniła nas przed wypadkiem samochodowym. W jednym z tych przypadków ja wpadłam na maskę samochodu, który najechał na nas, gdy przechodziłyśmy przez pasy na zielonym świetle. Prócz strachu (kierowca też był wystraszony) nic nam się nie stało.

Bardzo modliłam się i zamówiłam Mszę świętą za syna, który przestał uczestniczyć we Mszach świętych oraz nie korzystał z sakramentów świętych. Mówił, że w Boga wierzy, ale Kościół i księży krytykował. W intencji nawrócenia syna zaczęłam też odmawiać Nowennę Pompejańską i syn zaczął uczestniczyć w Mszach świętych, pojechał też do innej parafii i przystąpił do sakramentu pokuty i Eucharystii. Chociaż przez kilka lat gorąco i z ufnością modliłam się o jego nawrócenie, byłam szczęśliwa i zdumiona, że Matka Boża Różańcowa tak szybko wyprosiła łaskę powrotu syna do żywej wiary.

Z powodu różnych dramatycznych przeżyć w życiu zachorowałam na depresję i miałam myśli samobójcze. Rodzina, znajomi wymodlili mi uzdrowienie. Ja sama trzymałam różaniec w ręce i nie mogłam się modlić, nie spałam, prawie nie jadłam i nie mówiłam. Uzdrowienie dla duszy i ciała przyszło dzięki Miłosierdziu Bożemu i wstawiennictwu Niepokalanej.

Przez Maryję Niepokalaną wyprosiłam też porzucenie przez męża nałogu nikotynowego, pomyślne zdanie egzaminów dzieci, powrót do zdrowia mamy oraz wielką łaskę od Boga, że przebaczam tym, którzy mnie skrzywdzili w życiu.

9 września 2014, Helena

Dziękuję za uzdrowienie mojej córki z alergii. Przez pół roku trwania choroby gorąco modliłam się o jej uzdrowienie i obiecałam Matce Niepokalanej, że jak wyzdrowieje, to dam świadectwo na łamach „Rycerza Niepokalanej”.

MINOLTA DIGITAL CAMERA

17 października 2014, Piaseczno, Barbara, niegodna czcicielka

Królowo pełna miłości, dziękuję z całego serca za łaskę uzdrowienia mojej córeczki Marysi. Za miłosierdzie, które mi wyświadczyłaś, gdy rok temu zwróciłam się do Ciebie w Nowennie Pompejańskiej.

Marysia miała roczek, kiedy zachorowała na zapalenie stawów. Przestała chodzić z powodu obrzęku w kolanie i w kostkach. Po pobytach w kilku szpitalach nie znaleziono przyczyny, określając zapalenie jako idiopatyczne o podłożu autoimmunologicznym. Jednym słowem reumatyzm, który będzie atakował jej stawy do końca życia, prowadząc do niepełnosprawności. Leczenie polega na przyjmowaniu leków o poważnych skutkach ubocznych – sterydów i obniżających odporność, nie usuwających przyczyn choroby. Ciężko było mi pogodzić się z diagnozą i z takim leczeniem. Postanowiłam wytrwale prosić Pana Boga o łaskę uzdrowienia dla dziecka, jak ta naprzykrzająca się wdowa z Ewangelii. Odmawiałam Różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego, zamawiałam Msze święte z wiarą, że kiedyś Pan Jezus uzdrowi Marysię.

Kiedy po dwóch latach względnego wyciszenia objawów choroby przyszedł drugi rzut i Marysia znów nie mogła chodzić bez sterydów, zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską, z płaczem błagając Królową Różańca świętego o uzdrowienie. Tym razem, inaczej niż przy pierwszym rzucie, wyjątkowo szybko można było odstawić sterydy. Mija właśnie rok i Marysia nie ma objawów zapalenia, jest w pełni sprawna. Chwała Panu!

Niech niegodni, tak jak i ja, grzesznicy nie wahają się, by przez Różaniec prosić z ufnością o pomoc Niepokalaną Matkę Miłosierdzia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

3.00 avg. rating (70% score) - 2 votes

Leave a Comment