Relacja z dzieckiem

motherlove

 

(Tanel Teemusk, Mother)

Rytm bliskości i oddalenia

Człowiek w  relacji z drugim żyje w rytmie bliskości i oddalenia. Na początku ludzkiego rozwoju jest relacja. Matka i dziecko stanowią jedno, a nawet w tej symbiotycznej więzi obecny jest rytm bliskości i chwilowego oddalenia. W późniejszych fazach rozwoju człowiek wyodrębnia się, zaznacza swoje granice, osiąga emocjonalną autonomię. Sam wyznacza z kim chce być bliżej, a z kim dalej. W dorosłym życiu doświadczamy niegasnącej nigdy potrzeby więzi, bliskości emocjonalnej, cielesnej. Chcemy być z innymi i dla innych. Pragniemy być i działać razem dla określonego celu, wspólnego dobra. Obok więzi wspólnotowych i społecznych wyodrębnia się w nas potrzeba samotności. Potrzebujemy odosobnienia. Chcemy być sam na sam ze sobą dla autorefleksji, wglądu w siebie, we własny świat myśli i uczuć, by otworzyć się na siebie. Gdy podejmujemy ważne życiowo decyzje i uzyskaliśmy wiele cennych rad od osób nam życzliwych, potrzebujemy samotności, by dokonać rozważnego procesu osobistej decyzji. Samotność jest niezbędna, by sam na Sam spotkać się z Bogiem we własnym sercu. Więź i oddalenie wyznacza rytm naszej ludzkiej egzystencji. Zaburzone uczucie ufności zaburza rytm więzi i oddalenia. Jeśli człowiek kompulsywnie ufa, bezkrytycznie oczekuje emocjonalnej fuzji z drugim, tworzy więzi symbiotyczne, oparte na współuzależnieniu się osób od siebie. To rodzi ambiwalentne uczucia.

Osoby chcą i nie chcą być ze sobą zarazem. Ich potrzeby więzi pozostają nienasycone, a zarazem nie mogą od siebie odejść. Wzajemnie się usidlają. Jeśli człowiek nie daje sobie prawa, by zaufać innym, powierzyć się im, związać się z kimś, to buduje mury w swoim  sercu, za którymi ukrywa się głodny kontaktu, więzi. Bywa i tak, że gdy jestem z innymi chcę się w nich zatracić, bądź chcę od nich uciec, by zatracić się w izolacji i tęsknocie za bliskością emocjonalną z innymi. To rodzi cierpienie. Ból bycia z innymi i ból bycia w samotności. Pojawia się dominujące uczucie, że tak naprawdę to nie ufam samemu sobie, własnym uczuciom, pragnieniom i nie ufam innym osobom. Zawsze możemy ujawnić listę zarzutów pod adresem innych, jak bardzo nas zawiedli, rozczarowali, nadużyli naszego zaufania. Czasem doświadczamy gorzkiej lekcji, gdy ktoś brutalnie rani niewinność naszej szczerej ufności. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które bywają głęboko ranione przez dorosłych. Nierzadko jednak stykamy się z mechanizmem generalizacji i skryptem typu: nigdy nikomu nie można ufać! Przyczyny takiego stanu mogą być różne. Warto jednak w tym kontekście prześledzić wagę rozwoju uczucia ufności w pierwszej relacji międzyosobowej. Więź ta stworzyła „interpersonalny most” stanowiący podstawę przyszłych związków.

Zaufanie w pierwszej relacji międzyludzkiej

Zaufania stracić nie można. Jest ono wpisane w ludzki byt. Od najwcześniejszych momentów życia ujawnia się ono w ruchu biologiczno-emocjonalnym „do”. Ufność jest mocą, która uruchamia proces ekspansywności ludzkiego „ja”, które dąży do komunikacji międzyosobowej, zaspokojenia elementarnych potrzeb takich jak pokarm, kontakt, więź. Pierwsze kontakty człowieka z człowiekiem nacechowane są intensywną dramaturgią emocjonalną. Mogą one wzmocnić pierwotną zdolność do ufności lub ja osłabić. Zranienie pierwotnej ufności wnosi w nasze życie wiele cierpienia, które stygmatyzuje naszą samotność jak i bycie z innymi i dla innych. Dzięki temu, że ufność jest niezniszczalna, może odradzać się w człowieku na drodze terapii psychologicznej i duchowej. W szczerym spotkaniu z Bogiem, który jest Dobrocią ten cenny dar nabiera blasku.

Pierwotna ufność

Człowiek jest istotą, która komunikuje. Psychologowie prenatalni dostarczają nam wiele dowodów empirycznych na to, że dziecko jeszcze przed urodzeniem wykazuje zdolności komunikacyjne. Po urodzeniu, choć noworodek brany jest na ręce i karmiony przez matkę, ujawnia swoją pierwotną aktywność w ruchu „do”. Współcześni psychoanalitycy i pediatrzy wykazują na podstawie obserwacji, że noworodek przejawia własną aktywność ujawniając swoje zmysłowo-emocjonalne „ja”. Niemowlę nawiązuje kontakt z matką, zdobywa ją. Warto tu zwrócić uwagę na to, że poczęte dziecko zdobywa na poziomie biologicznym ciało matki. Cały jej ustrój biologiczno-psychiczny przestawia się na rzecz dziecka. W tym wyraża się służebność kobiecości wobec dziecka. Poczęte dziecko zdobywa gościnny dom, obdarowując matkę darem macierzyństwa. Z chwilą zapłodnienia proces macierzyństwa zostaje otwarty na poziomie biologicznym i psychicznym. Zamknie go radosny fakt narodzin. Dziecko po trudzie narodzin zdobywa matkę na poziomie emocjonalnym. Mówi językiem zmysłów i emocji. Apeluje do matki: usłysz i zrozum co mówię językiem ciała i emocji. Odgadnij moją prawdziwą potrzebę. Odczytaj mój apel. Pierwotną aktywność dziecka, ów ruch „do” możemy zinterpretować jako pierwotny przejaw ufności. Ruch jest manifestacją życia, ekspansją cielesną duszy, jej tańcem. „Skoro Bóg stwarza w człowieku duszę – pisał o. Thomas Philippe – to nie ulega wątpliwości, że On również nadaje jej pierwszy ruch” [1].

Jest to ruch „do”, ruch ufności. Chrześcijańska wiara budzi w nas przekonanie, że człowiek stworzony na „obraz i podobieństwo” Boga (Rdz 1, 26) jest istotą zdolną do ufności. Jest w nim potencjalna ufność, która budzi się i wyraża w pierwotnym ruchu cielesno-emocjonalnym skierowanym „do”. Świadomość pierwotnej ufności, wpisanej w nasze człowieczeństwo staje się radosną prawdą o nas samych, że jesteśmy istotami zdolnymi do ufności. Ufność jest wpisana w nasz byt cielesno-psychiczno-duchowy. Niekiedy w pracy terapeutycznej trzeba wrócić do tego etapu rozwoju ludzkiego, aby szukający pomocy dorosły człowiek mógł skonfrontować się ze swoim dogmatycznym przekonaniem, że nie jest zdolny do zaufania.

Dramaturgia pierwszych spotkań

Pierwszym światem z którym człowiek nawiązuje komunikację na poziomie zmysłowo-emocjonalnym jest osoba matki lub inna osoba, która ją reprezentuje, pielęgnując i dając wsparcie dziecku. Kim i jaka jest ta osoba, dziecko poznaje na poziomie zmysłowo-emocjonalnym. Jej twarz to pierwszy krajobraz. Malujący się nastrój na twarzy, to zmieniające się pory roku lub zatrzymany kadr jednej pory roku. Oczy odsłaniają blask światła. Podniesione powieki, to jak otwarte okiennice pierwszego domu. Jaki jest ten dom? Ile jest w nim światła? Jaka panuje pogoda? Jej głos to pierwsze dźwięki, melodia. Jaki wyrażają ton? Uprzywilejowanym momentem dla dziecka jest karmienie. To nie tylko wysiłek ssania piersi, pełne usta pokarmu, poczucie obfitości, ale także intensywna komunikacja z matką. Rytm karmienia wyznacza wewnętrzny, subiektywny czas dziecka, rytm oczekiwania i otrzymywania. Jaki jest ten rytm? Pierwsze dwa lata życia dziecka to nieustanna gra, w której aktorami, osobami dramatu, są dziecko i matka. Obydwoje są aktywni. Dziecko bada i zdobywa matkę. Na ile jest ona stabilna i przewidywalna w swoich zachowaniach? Jakie jest jej ciało? Czy matka jest nasłonecznioną skałą, na której może oprzeć się dziecko i doznać ciepła? Czy matka umie odszyfrować zakodowaną potrzebę dziecka? Na podstawie ciągu spotkań z matką w dziecku tworzy się pierwszy obraz świata. Jaki jest ten świat? Przyjazny, życzliwy czy niebezpieczny? Pogodny, radosny czy smutny? W tej pierwszej relacji dziecko tworzy obraz samego siebie. Aby odkryć nasze „ja” potrzebujemy znaleźć odbicie w oczach osoby pełniącej rolę matki. Dziecko przegląda się w pierwszym lustrze, którym jest jego mama. Jeśli jest mile widziane na tym świecie, zaspakaja swoją potrzebę zdrowego narcyzmu. Czuje się kochane, podziwiane, cenione. Rodzi się w nim podstawa do ufności samemu sobie. Dziecko cieszy się z bycia sobą. Taki jaki jestem, jestem kochany. W komunikacji pierwotnej z matką kształtuje się charakter dziecka. Ta pierwsza relacja wzmacnia pierwotną ufność w dziecku, albo ją osłabia. „Pierwszym społecznym sukcesem dziecka – pisze E. H. Erikson – jest więc pozwolenie matce na zniknięcie z pola widzenia bez wyrażania lęku i gniewu, ponieważ matka stała się już czymś dla niemowlęcia wewnętrznie pewnym i zarazem zewnętrznie przewidywalnym” [2]. E. H. Erikson uważał, że w pierwszym stadium rozwoju człowieka kształtuje się podstawowa ufność lub podstawowa nieufność. Decyduje o tymjakość związku z matką. „Matka wytwarza u dziecka poczucie ufności za pomocą takiego postępowania, które łączy czułą troskę i dbałość o potrzeby dziecka z mocnym poczuciem osobistej odpowiedzialności w granicach zaufania zakreślonych przez styl życia w kulturze, do której oboje należą. Dzięki temu kształtuje się u dziecka podstawa poczucia tożsamości, która później połączy się z poczuciem bycia „w porządku”, bycia sobą i bycia tym, kim zgodnie z oczekiwaniami innych ma się stać” [3].

Podobnie R. D. Laing twierdził, że z pierwszej relacji z matką człowiek wychodzi jako osoba ontologicznie bezpieczna albo ontologicznie niepewna [4].

Ontologicznie bezpieczna osoba doznaje realnego strachu w sytuacjach rzeczywistych zagrożeń, ale jest w stanie stawić czoło wszelkiemu ryzyku, na które naraża ją życie. Osoba ontologicznie niepewna pochłonięta jest raczej chronieniem własnego bytu. Jeśli poziom pewności i bezpieczeństwa nie został przez człowieka osiągnięty, okoliczności życia są dla niego stałym, śmiertelnym zagrożeniem. Im bardziej matka będzie przekazywać dziecku własny zdrowy impuls typu biologicznego, psychologicznego, ciepła, czułości, opieki, kontaktu, tym lepiej będzie się rozwijało samo dziecko. Znajdzie ono w sobie więcej siły, żeby nadać kształt własnej osobowości. Uczucia ciepła, jakie matka daje dziecku nigdy nie jest dosyć.

Obraz ufnej relacji dziecka z matką stał się dla psalmisty modelem ufnej relacji człowieka z Bogiem (por. Ps 131). Także prorok Izajasz posłużył się obrazem relacji matki i dziecka, by wyrazić macierzyńską czułość Stwórcy wobec człowieka (por. Iz 66,9-13). Autorzy biblijny odwołują się do egzystencjalnego doświadczenia ufności, aby w oparciu o to doświadczenie człowiek budował ufną relację z Bogiem.

Konsekwencje zranienia pierwotnej ufności

Pierwotna aktywność dziecka wyrażająca się w ruchu „do”, który interpretujemy jako ruch ufności może ulec negatywnej transformacji, stając się ruchem „od”, ruchem nieufności. Jeśli matka jest dla dziecka istotą niestabilną i nieprzewidywalną, rodzi się w nim lęk, niepokój. Przeżywa deficyt bezpieczeństwa. Kobieta, która świetnie zna się na pielęgnacji niemowląt i jest nawet bardzo ofiarna w swej pracy, ale pozbawiona delikatności serca i łagodności, zimna i szorstka w swych gestach, rani serce niezwykle delikatnego, małego dziecka. W dziecku może przejawić się w miejsce jego ekspansywności, chęci zdobycia matki, rezygnacja. Pani Rosella Sandri [5]  na podstawie przeprowadzonych badań stwierdza, że noworodki, które przeżywają zaburzoną komunikację ze swoimi matkami stają się nadpobudliwe lub osowiałe, smutne, depresyjne. Tracą swoją ekspansywność w trakcie karmienia. Dzieci przejmują stan emocjonalny matki, jej gwałtowność, niepokój, czy smutek. Wolniej zaczynają się rozwijać.

Później stają na własne nogi, by samodzielnie poznawać otaczający je świat. W dzieciach tych słabnie impuls walki o zaspokojenie własnych potrzeb. Stają się bierne, na pozór nie stwarzają kłopotów matce. Są to najczęściej dzieci obciążone emocjami własnych matek. Miłość macierzyńska jest jedyną miłością, której ostatecznym celem jest rozstanie. Jeśli dziecko nie otrzymało wystarczająco ciepła, czułości, uważności, bądź też zostało przeciążone emocjami matki traci odwagę do oddzielenia się. Proces naturalnej separacji zostaje zaburzony.  Dziecko czuje się przerażone. Rozpaczliwie usiłuje przywrócić połączenie z nieosiągalnym już pierwotnym uczuciem całkowitego zaspokojenia i bezpieczeństwa. Jeślipotrzeba więzi pierwotnej nie została do końca zaspokojona, człowiek będzie szukać matki, której mu brakowało. U osób dorosłych można spotkać różne formy zastępcze matek. Taką funkcję zastępczą matki może spełniać alkohol, leki, narkotyki. Życie dorosłych staje się czasem próbą odtwarzania niespełnionego związku symbiotycznego z matką. W tę grę zostaje wciągnięty partner, z którym usiłujemy powtórzyć niespełniony związek. Dorosłe osoby zranione w kontaktach z własnymi matkami często stają się kandydatami do sekt, grup parareligijnych, które oferują intensywne doznania, fuzję emocjonalną, namiastkę prawdziwego osobowego zjednoczenia wolnych osób. Osoby, które doznały zranienia pierwotnej ufności przeżywają trudność w osiągnięciu dojrzałej samotności oraz życia z innymi i dla innych w wolnym darze z samego siebie. Czasem izolują się, by uzyskać namiastkę bezpieczeństwa, przy tym deklarują, że ludziom nie należy ufać. Innym razem wyrażają nadmierną ufność, pozbawioną krytycznego myślenia, nie dbają o własne potrzeby tworząc symbiotyczne związki, a właściwie fuzje emocjonalne, w których niejednokrotnie grają rolę ofiar. I tak powtarzają niespełnione spotkanie z wczesnego dzieciństwa. Zranienie pierwotnej ufności ujawnia się także w sferze duchowej.

Paradoksalnie czasem intensywne praktyki religijne mogą świadczyć o nieufności wobec Boga, który jawi się jako ktoś niestabilny i nieprzewidywalny jak rodzona matka. Stąd tez pobożność może stać się subtelną formą samozabezpieczania się przed Bogiem. Za formą pobożności może skrywać się lęk, nieufność wobec Boga. Może rodzić się także pragnienie nie tyle osobowego zjednoczenia z Bogiem w wolności, odrębności osobowej, ufności, co raczej pragnienie fuzji emocjonalnej. Niezaspokojenie fuzji emocjonalnej z Bogiem może stać się powodem chronicznego niezadowolenia lub niekończące się poszukiwania różnych form praktyk religijnych. Zranienie pierwotnej ufności może stać się przyczyną niewiary. Człowiek zraniony nieufnością nie czuje potrzeby więzi, zależności od kogokolwiek także od Boga. Nie daje sobie samemu prawa, by Komuś zaufać, powierzyć się, oddać się. Czasem swój stan nieufności nie dopuszcza do własnej świadomości. Broni się racjonalizując. Wygłasza tezy, że więźreligijna jest infantylna, symbiotyczna i trzeba ją przerosnąć, by uzyskać niezależność także od Boga. Czy jednak stan nieufności może przynieść człowiekowi rozwój i dojrzałość? Zarówno neurotyczna pobożność jak i neurotyczna niewiara pozostawiają ludzkie serce w stanie emocjonalnego nasycenia.

Jest przejście: od nieufności do zaufania

Pierwotnej ufności, która wpisana jest przez Stwórcę w nasz byt duchowo-cielesny stracić do końca nie można. Jest ona niezniszczalna w nas tak jak „obraz Boży”. Niemniej ta pierwotna ufność w naszych doświadczeniach życiowych może zostać zraniona. Pierwszym ważnym choć trudnym doświadczeniem w życiu człowieka dorosłego jest przyznanie się przed sobą samym do nieufności. Przyznanie się przed samym sobą do nieufności nie jest aktem samoupokorzenia, ale aktem, którym rozpoczyna proces odrodzenia się pierwotnej ufności. Uruchomiony przez moc prawdy proces psychiczny i duchowy może zostać wsparty pomocą terapeutyczną i duchową. Trudnym zadaniem dla człowieka zranionego w relacji z matką jest ujrzenie jej taką, jaką ona jest, bez idealizacji i degradacji. Wielu osobom znacznie łatwiej jest dostrzec słabości czy błędy ojców. Matka w naszej mentalności i kulturze to obszar sacrum, nietykalny. Nie chodzi tu oczywiście o osądzanie matki. Osoby zranione ujawniają najczęściej ambiwalentne uczucia wobec matki. Pewien mężczyzna podczas sesji terapeutycznej przez 60 minut mówił o złości i litości zarazem wobec swojej matki. Te uczucia muszą zostać oczyszczone. Trzeba przeżyć do końca złość, by pojawiła się miłość, zrozumienie, współczucie dla matki, która przecież jest zwykłą osobą, a więc niedoskonałą i skażoną jak inne osoby, a do tego cierpiącą na własną nerwicę czy depresję. Analiza nie powinna ani obwiniać ani usprawiedliwiać. Chodzi tu jedynie o dotarcie do prawdy, tak aby człowiek mógł zrozumieć samego siebie. Proces odradzania się pierwotnej ufności może wspomóc użycie technik psychodramatycznych, zwłaszcza psychodramy według J. L. Moreno. Podczas takiej sesji 40 – letni mężczyzna budował swoją scenę, by raz jeszcze rozegrać swój dramat. W trakcie pracy wybierając różne osoby z grupy spotkał się z tym co ciemne i jasne w osobowości swojej mamy. Przeżył także pozytywny wymiar swojej mamy, co pozwoliło mu na odbudowanie poczucia ufności. Ojciec Anselm Grün proponuje, aby człowiek zraniony odnalazł w swoich doświadczeniach dziecinnych takie, w których czuł się bezpieczny, ufny.  Takie doświadczenie można odtworzyć także przy użyciu technik psychodramatycznych. W przepracowaniu własnej nieufności mogą być bardzo pomocne różne teksty duchowe, które mogą nam pomóc otworzyć się na przyjęcie łaski. Szczególnie godne polecenia są teksty Julianny z Norwich, angielskiej mistyczki żyjącej w XIV wieku. Oto fragment jej rozważań „Jezus, który jest naszą Matką przez naturę i łaskę – chciał bowiem stać się naszą Matką we wszystkim – zapoczątkował swoje dzieło w łonie Najświętszej Dziewicy z wielką delikatnością i łaskawością. Inaczej mówiąc w tym pokornym miejscu, Bóg najwyższy, Mądrość nieskończona przyjął na siebie nasze nędzne ciało, gotów działać i służyć we wszystkim jak Matka. Wiemy, że nasza własna matka urodziła nas do cierpienia i śmierci, a co uczyni Jezus, nasza prawdziwa Matka? Jezus pełnia miłości, rodzi nas do radości i wiecznego życia! Ziemska matka może z czułością ułożyć swoje dziecko na własnej piersi, ale nasza czuła Matka Jezus, wprowadza nas do swego Najświętszego Serca poprzez przebity bok, dając nam przedsmak Bóstwa i niebiańskiej radosci – wewnętrzną pewność wiecznego szczęścia” [6].

Także bardzo uzdrawiający naszą pierwotną ufność może stać się kontakt z Maryją. Często właśnie na Nią zraniony człowiek przenosi własne poczucie obcości, złości, braku jakiego zaznał w kontakcie z własną matką. I o tym także dobrze jest mówić z Maryją, aż zobaczymy ją taką, jak w Ostrej Bramie: pochyloną, uważną, słuchającą, współczującą, niosącą Boże Miłosierdzie i pocieszenie. Może także do nas przyjdzie Matka Boża uśmiechnięta, jak do św. Teresy z Lisieux. „Nagle – pisała Teresa – Najświętsza Panna wydała mi się tak piękna, że nigdy nie widziałam nic równie pięknego. Jej twarz tchnęła dobrocią i niepowtarzalną czułością, ale to, co przeniknęło mnie aż do głębi duszy, to był współczujący uśmiech Najświętszej Panny” [7]. Na to współczucie Maryi człowiek wierzący zawsze może liczyć. W radosnych oczach Maryi człowiek wierzący zawsze może liczyć. W radosnych oczach Maryi można odnaleźć jasną stronę własnej matki. W tym jasnym zwierciadle człowiek w nowy sposób może zobaczyć siebie, własne piękno i szlachetność. Pozytywne spojrzenie na samego siebie budzi w nas radość istnienia, zaufanie do siebie i do innych. Zaczynamy odczuwać radość bycia w samotności i radość bycia z innymi i dla innych.

Bogusław Szpakowski SAC, Zeszyty Formacji Duchowej (za: katolik.pl)
___________________________

Przypisy:

[1] T. Philippe OP, Przebudzenie do miłości u niemowlęcia, Poznań 1998, s. 8
[2] E. H. Erikson, Dzieciństwo i społeczeństwo, Poznań 1997, s. 257
[3] Tamże, s. 259
[4] R. D. Laing, Podzielone „ja”, Poznań 1999
[5] Pani Rosella Sandri jest Prezydentem Belgijskiego Towarzystwa Obserwacji Niemowląt wg. Esther Bick, pracownikiem Instytutu Szkolenia w Interwencji na rzecz zdrowia Psychicznego. 26 maja 2001r. w Krakowie pani Sandri przeprowadziła seminarium na temat: „Początki poczucia istnienia u niemowląt: między ciałem a psychiką.” w Towarzystwie Psychologii i Psychiatrii Małego Dziecka.
[6] Julianna z Norwich, Objawienia Bożej miłości, Warszawa 1997, s. 83 nn
[7] Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy, Kraków 1977, s.72

5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.