Bardziej niż pozytywnie o mamie i macierzyństwie

Ostatnio sporo wolnego czasu (gdy mój niemowlak śpi) wykorzystuję na wyszukiwanie pozytywnych aspektów macierzyństwa… w Internecie. Jakkolwiek poszukiwania są bardzo owocne, to jakoś brakuje im do szczęścia tego jednego – definicji macierzyństwa jako czegoś, co jest wyłącznie czymś wspaniałym, w czym można się rozsmakowywać i czerpać umiarkowanie rozumianą przyjemność, co niesie ze sobą satysfakcję i dumę związaną ze spełnieniem się kobiety w realizowaniu życiowej roli, powołania.

MAMA-POTWÓR?

Tuż obok wielu pozytywnych przekazów o ojcostwie – jest sporo filmów motywacyjnych, demotywatorów, które z całą stanowczością afirmują rolę społeczną ojca, jako bohatera swych dzieci, w necie pokutuje niestety motyw zmęczonej matki, która na jednym z obrazków została przedstawiona jako sfrustrowana, niewyspana, zmęczona, zaniedbana matka kilkorga dzieci. Ten niewybredny w negatywnym ukazywaniu macierzyństwa rysunek zatytułowany był: MUMSTER (mama-potwór, z ang. monster, to potwór, w słowie mumster użyto gry językowej). Jakby tego było mało, przeciwieństwem do owej mumster jest wypoczęta trójka dzieci spożywająca akurat z tatem ubranym pod krawat śniadanie – nie trzeba chyba nadmieniać, że siedzący delektują się smakami porannego stołu i nijak nie mogą zrozumieć, o co dziś chodzi matce.

Oczywiście można całą sprawę potraktować z przymrużeniem oka, ale z drugiej strony, gdyby odwrócić role – jeszcze nie byłam świadkiem takiego zabiegu – i postawić zamiast tej zmęczonej mamy, wyczerpanego ojca – chyba wyglądałoby jakoś dziwnie. To normalne i społecznie akcpetowane, że mama ma humorki, wybuchy, bywa irytująca i podirytowana, nieuczesana i w szlafroku. Cóż, skoro „siedzi” w domu i zajmuje się domem, staje się pewnego rodzaju monsterem.

ROZTERKI KAŻDEJ MAMY

Doświadczenie wielu kobiet, z którymi rozmawiałam, a które macierzyństwo traktują w kategoriach życiowej kariery, jest bardzo pozytywne. Większość tych mam jest szczęśliwa, że może czas, który zawdzięcza temu, że nie pracuje zawodowo, wykorzystać na prowadzenie gospodarstwa domowego, przez co rozumie się szereg różnych czynności, których żadnej z naszych Czytelniczek nie trzeba wyszczególniać. Jedyne, co napawa smutkiem i jest już znane od lat, to fakt, iż praca mamy nie jest w żaden sposób wynagradzana ekonomicznie, jest to zatem zajęcie paradoksalnie najważniejsze a marginalne; niezbędne a ignorowane, nie do zastąpienia a wyłączone z możliwości ubiegania się za pracę w domu wynagrodzenia podobnego jak dostaje pracownik etatowy. Praca mamy to jednak coś więcej niż etat i stosunek pracy, trudno byłoby bowiem wyliczyć pensję zasadniczą i wypłacić mamie trzynastkę. Mimo wszystko jest wiele mam, które poświęcają się rodzinie, zostając w domu. Wtedy jedynym żywicielem rodziny staje się tata, jej mąż. Znam wiele kobiet, które gdy jeszcze pracowały na etacie w różnych firmach, uważały, że nie mogą dostatecznie czy w stopniu zadowalającym zająć się dziećmi, domem czy kuchnią, pracę zawodową – pomimo tego, że była dla nich rozwijająca – uznały jako coś, co w znacznym stopniu wpływa na nie negatywnie jako na matki – głównie wyliczano: brak czasu na rozmowę, brak czasu na wspólne gotowanie posiłków, czy zabawę i lekturę z dziećmi, niezdrowy pośpiech (wyniki sondy przeprowadzonej wśród mam pracujących przedstawię wkrótce). Są mamy, które same podjęły decyzję o powrocie do pracy, niczym nie przymuszone, są też takie, które wielkodusznie zrezygnowały z dobrej pracy, by zająć się dziećmi – każda taka decyzja wymagała od nich wielu przemyśleń, każda wiązała się z lękiem.

Pamiętam, jak moja córka miała 5 miesięcy i zaczęłam pracę w szkole. Cieszyłam się, że dostałam wtedy pół etatu i jednocześnie w opiece nad Marysią pomagały obie babcie, a nawet zaangażowały się prababcie, To dawało mi dużo spokoju, gdy byłam poza domem, nie musiałam się martwić o moje dziecko. Są jednak mamy, które muszą zostawić dziecko w żłobku albo przedszkolu, albo z opiekunką – ta decyzja wiąże się z większym stresem i nieraz z brakiem komfortu, jakiego przez dłuższy czas doświadcza pracująca mama małego dziecka. Czasem taka mama doznaje bezlitosnej krytyki od innych matek, które nie wróciły do pracy i zajmują się dziećmi bez przerwy. Sprawa jest tak delikatna, że należałoby jej poświęcić osobny artykuł, co myślę, wkrótce się wydarzy. Mama pracująca zatem musi zmierzyć się z wieloma niesprzyjającymi okolicznościami, zanim podejmie decyzję o powrocie do pracy, nie bez znaczenia jest tutaj aktywne wsparcie jej męża, gdy kobieta przeżywa wszelkiego rodzaju lęki, to właśnie tata dzieci może okazać się dla niej największą podporą moralną.

KAŻDA MAMA JEST PIĘKNA, KAŻDA JEST JEDYNA

Myślę, że należy się upominać o pozytywny obraz matki, która czy to zostająca w domu, czy też codziennie udająca się do pracy – kocha bezgranicznie swoje dzieci. Nie jest dobrze, gdy krytyki doznają mamy, które wróciły do pracy i nie jest sprawiedliwe, gdy komentuje się w negatywny sposób decyzję mam, które zadecydowały, że zostaną w domu z dziećmi. Obie decyzje są często wartościowane przez inne osoby, tworzy się pewną krzywdzącą doktrynę, która niszczy pozytywny wizerunek matki w świecie. Gdy mama jest w domu i poświęca się tylko dzieciom, mężowi i kuchni nazywa się ją często pejoratywnie i wartościująco „kurą domową”, a gdy wróci do pracy i mimo trudu i przeszkód łączy obowiązki zawodowe z rodzinnymi – zostaje jej zarzucone karierowiczostwo, są to zwykłe obelgi. Trudno uwierzyć, ale jak doświadczenie pokazuje, zazwyczaj takie zaangażowane krytykanctwo uprawiają inne mamy, które są zakompleksione i same czują się bardzo małe i bezradne w swym macierzyństwie – być może również siebie w głębi serca bezlitośnie oceniają, a takie krytykowanie przynosi im pozorną ulgę, lecz w rzeczywistości rani je same jeszcze mocniej. Nie jest być łatwo kobietą, a co dopiero matką, w obecnym świecie, który stawia ciągle wymaganie równania do najlepszych, a gdy to się nam nie udaje, to wmawia, że jesteśmy bezwartościowe. Wiele kobiet z tego powodu popada w obsesję bycia idealną mamą, a przecież to jest niedorzeczne, bo my, choć popełniamy błędy, ale nieustannie kochamy, i tak zawsze dla naszych dzieci pozostaniemy jedyne, najważniejsze – idealne.

Przedziwny jednak jest i w kategorii fenomenu codziennie odkrywam fakt, jak matki potrafią być bezinteresowne, jak umieją się wspaniałomyślnie poświęcać i wcale nie jest to dla nich jakaś życiowa pokuta, ale największa radość. Tak! Mamy, z którymi rozmawiam, znają poczucie własnej wartości, one wiedzą, kim są i do czego są zdolne. I trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że Bóg powołał nas do wielkich rzeczy, nieprawdopodobnych, bo wynoszenie, urodzenie i wychowanie dziecka jest największym osiągnięciem, jakie mamy mogą sobie „wpisać” do CV. Choć od miesięcy nie były u fryzjera i kilka tygodni nie mogą zabrać się za prasowanie, doświadczają cudu macierzyństwa, niezwykłej relacji, którą budują od malutkiej tętniącej plamki na plazmie USG z każdym dzieckiem, które Bóg dał im pod opiekę. Bycie mamą jest dla nich czymś tak oczywistym, że nie muszą trąbić o tym, ile to dziś zrobiły, albo jak krótko spały, one po prostu są matkami kochającymi. Ich dzieci z nich czerpią swą moc; są silne ich siłą, mądre ich mądrością, pewne ich miłością. Mama może być szczęśliwa i zazwyczaj jest – z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, widząc codziennie wiele matek, rozmawiając z nimi, że wielką przesadą jest generalizowanie twierdzenia, że mama  jest wykończona, zdenerwowana i zaniedbana, nie mająca czasu dla siebie i męża, że dzieci demontują relacje małżeńskie. To jest po prostu nieprawda. To właśnie pojawienie się kolejnego dziecka w małżeństwie zwiększa sprawność logistyczną mamy, podnosi jej pozytywne myślenie, uczy bezinteresownego darowania własnej osoby, pokory i cierpliwości, a także zbliża do siebie mamę i tatę. I choć towarzyszy jej niedobór snu i dyskomfort z tego płynący, doświadcza solidarności męża, gdy ten w nocy po raz kolejny wstaje do niemowlęcia albo rozmawia z nastoletnią córką przeżywającą bunt – mama może wtedy nabrać dystansu i odpocząć.

Myślę, że jeżeli każda z mam zda sobie sprawę z tego, że dla swych dzieci jest jedyna i niepowtarzalna, nastąpi przełom w jej pojmowaniu własnego macierzyństwa. Jesteśmy piękne i oryginalne, a nasze dzieci to doskonale widzą i jeśli im tylko na to pozwolimy, rozgłoszą to całemu światu.

Aleksandra Wojtyna

photo by: Anna Langova

(866)

 

 

5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.