O tym, jak ojcostwo wspiera macierzyństwo i słów kilka o kryzysie

KRYZYS CZY RENESANS MACIERZYŃSTWA?

Czy jesteśmy świadkami kryzysu macierzyństwa? (Tutaj analizy z 2013 roku) Wiele osób wyraża zaniepokojenie obecnym podejściem kobiet do kwestii macierzyństwa i rodzicielstwa. Mówią wprost, że młode kobiety są albo niedojrzałe, by podejmować zadania rodzicielskie, albo ogarnięte różnego rodzaju obawami odsuwają macierzyństwo na bliżej nieokreśloną przyszłość, albo zupełnie o nim nie myślą, skupiając się na własnym rozwoju osobistym i zawodowym. Niektórzy nawet uważają, że macierzyństwo przeżywa w dzisiejszych czasach swój schyłek, z różnych powodów, nie tylko wewnętrznych (wymienionych wyżej), ale i zewnętrznych (np.: brak należytego wsparcia dla rodzin, zwłaszcza wielodzietnych, strach kobiet przed utratą pracy i w konsekwencji nędzą materialną etc.). Jakby tego było mało, okazuje się, że ojcostwo współczesnych mężczyzn oceniane jest bardziej korzystnie. Ojcowie zaczęli świadomie podchodzić do zadań, jakie stawia przed nimi ich największe życiowe powołanie. Rodzicielstwo zaczęli postrzegać w kategorii wyzwania, życiowej przygody i największej kariery mężczyzny. Dziś jak nigdy przedtem na rynkach wydawniczych prym wiodą tytuły traktujące o odpowiedzialnym ojcostwie. Ale co z macierzyństwem?

Coraz częściej spotkać można na ulicy tatę z dzieckiem, albo z dziećmi. Tatę, który z zaangażowaniem kopie piłkę z synem, albo potykając się, biegnie za rowerem córki, która dopiero uczy się jeździć. Ojców coraz częściej zobaczyć można na wywiadówkach w szkole, w sklepach z odzieżą młodzieżową, gdy towarzyszą dorastającej córce w zakupach. Tata coraz częściej myje i przebiera swego niemowlaka, chodzi z nim do pediatry. Tata ochoczo angażuje się w zadania, które do tej pory były domeną kobiet, i chwała ojcom za to. Tatusiowie chcą być bliżej swych dzieci, uczestniczyć aktywnie na każdym etapie ich rozwoju, by poznać ich potrzeby i oczekiwania. Ojcowie jeżdżą na warsztaty, szkolą się, formują, by dowiedzieć się, jak stać się lepszymi i bardziej efektywnymi ojcami, wracają naładowani wiedzą i pragnieniem, by swoje dzieci wychować jak najlepiej. Uczestniczą w Mszach świętych o dobre wypełnienie misji ojcowskiej, modlą się, zakładają róże różańcowe za swoje dzieci, spotykają się w klubach ojcowskich, dzielą się spostrzeżeniami na temat wychowania dzieci, a nawet pielęgnacji niemowlęcia – kto by pomyślał, przecież kiedyś robiły to tylko mamy. Nie ujmuje to nic ojcom z ich męskości, wręcz przeciwnie – przecież nie ma nic bardziej poruszającego na świecie niż widok silnego ojca tulącego do swej piersi bezbronne i ufne niemowlę, czy ktoś wzruszy ramionami na taki widok? Warto podkreślić, że aktywny ojciec wspiera w zadaniach macierzyńskich i rodzicielskich matkę, niejako uzupełniając i wnosząc pierwiastek męski do wychowania dzieci, a to wszystko dobrze rokuje na przyszłość. Dzieci wychowane przez oboje zaangażowanych rodziców, to dzieci szczęśliwe i radosne. Tendencja do formowania świadomych ojców jest bardzo ważna dla matek, które wsparte pomocą mężczyzn nie będą osamotnione w wypełnianiu macierzyńskiej misji. Brak uformowanego i świadomego ojca, jako mężczyzny zdolnego wypełniać doniosłą misję ojcowską, kształtuje w kobiecie lęk przed podjęciem zadań matki i wpływa na nią negatywnie, pozostawiając osamotnioną w walce o macierzyństwo.

CO JEST NAPRAWDĘ DZIECKU POTRZEBNE?

Kryzys macierzyństwa to zespół zjawisk, do których zalicza się ograniczanie liczby posiadanych dzieci albo świadoma rezygnacja z powiększania rodziny, a skupienie się na rozwoju osobistym, albo późne macierzyństwo (zwłaszcza późne zrodzenie pierwszego dziecka, często po 40. roku życia kobiety). Gdy dzieci większość czasu spędzają poza swoją rodziną, w różnych placówkach przedszkolnych, żłobkach, klubach malucha, a z rodzicami tylko dwie godziny wieczorem i godzinę rano, nie powiemy, że jesteśmy świadkami odrodzenia się macierzyństwa, to raczej droga do minimalizacji ról rodzicielskich. Dziś podlicza się, ile kosztuje dziecko, jego posiadanie porównuje się do zaciągniętego kredytu na całe życie, i to wysoko oprocentowanego, i informuje się szeroko o tym opinię publiczną. Dzieci stały się przedmiotem kalkulacji, poddaje się je ekonomicznym oględzinom. Moda na „mieć” każe wpierw obliczyć, czy nie spadnie poziom wygody, czy „stać” nas na dziecko. Owo „mieć” wmówiło małżonkom, że dziecko dużo kosztuje, a przecież ono naprawdę nie potrzebuje wiele (nasz Maluch po zabawkę wyciąga rączki, ale śmieje się tylko na widok taty i siostry). Pamiętam, jak byłam w stanie błogosławionym i dowiedziały się o tym moje koleżanki, niemal każda z nich przywiozła mi do domu torbę z ciuszkami. Nawet znajoma, którą poznałam przez forum, wysłała mi paczkę-wyprawkę dla noworodka, bo ona już nie potrzebowała. Wielkoduszność kobiet-matek nie zna granic, dzielą się wszystkim, co mają po swoich dzieciach: wózki, łóżeczka, kocyki, a nawet ubranka do chrztu, zabawki i laktatory. W zasadzie niedawno odkryłam, że nasze wydatki ograniczyły się tylko do środków do pielęgnacji i comiesięcznego uzupełnienia zapasu pieluszek. Oczywiście można mieć wszystko nowe, nieużywane, ale czy to naprawdę jest dziecku potrzebne? Rzeczy, które dostałam i mój Niemowlak z nich wyrósł, już przekazałam innym mamom, i cieszę się, że tyle razy mogą służyć.

O kryzysie macierzyństwa nie mówi się głośno, ale gdzieś tam w kuluarach słychać pewne obawy wyrażane z większą albo mniejszą częstotliwością. Jeżeli chcemy rozmawiać o kryzysie, to na pewno trzeba powiedzieć, że nie wziął się on nagle i z powietrza, ale społeczeństwo bardzo długo na to zapracowywało i proces ten ciągle trwa, jako pewna utrzymująca się tendencja. Młode kobiety zanim podejmą jakąkolwiek decyzję dotyczącą macierzyństwa, zazwyczaj już są zatrudnione i pracują zawodowo. Młodym mężatkom trudniej jest znaleźć pracę, bo zakłada się, że wkrótce staną się matkami, a to duży „problem” dla firmy. Nie dalej jak wczoraj czytałam historię pewnej kobiety, która jako świeżo upieczona żona szukała pracy. Borykając się z trudną sytuacją finansową, oraz tym, że jako młode małżeństwo nie posiadali mieszkania, chciała znaleźć cokolwiek. Ubiegając się o dość odpowiedzialne stanowisko, podczas rozmowy kwalifikacyjnej, zorientowano się, że rozpaczliwie szuka zatrudnienia. Przyjęto ją, ale nie szczędzono jej pytań o plany odnośnie do powiększenia rodziny, ponadto wykorzystując to, jak bardzo zależało jej na pracy, zaoferowano jej płacę o wiele niższą, niż osobom na tym samym stanowisku, z podobnym doświadczeniem i kwalifikacjami. Kobieta ta, chcąc utrzymać pracę – niesprawiedliwe zresztą nagradzaną – odciągała poczęcie dziecka. Razem z mężem podjęli decyzję, że przez najbliższych kilka lat nie będą podejmować starań o potomstwo. W miarę upływu czasu, kiełkowała w niej tęsknota za domem, w którym słychać śmiech dziecka, za radością macierzyństwa, za bliskością niemowlęcia, za obiadami spożywanymi w domu w gronie rodziny, za spokojem. Między nią a mężem dochodziło coraz częściej do kłótni – często z byle powodu, weszli w błędne koło antykoncepcji. Lęk przed utratą pracy sparaliżował ją zupełnie i uniemożliwił racjonalne działania.

Powyższa historia nie musiała skończyć się źle, o ile w porę ci młodzi ludzie podjęliby słuszną decyzję, jaką? Każdy umie sobie odpowiedzieć na to pytanie. Niestety, rzadko kiedy młodym przekazuje się radosną nowinę, że szczęściem i przyszłością rodziców i całej ludzkości są dzieci. Mówi się natomiast, że niemowlę zabierze wolność i swobodę, obniży status ekonomiczny rodziny, uniemożliwi karierę i rozwój osobisty, a nawet rozmontuje małżeńskie relacje i zniszczy życie towarzyskie. Kto dziś jeszcze widzi w dzieciach przedłużenie życia i dobrobyt rodziny na przyszłość? Pewien starszy człowiek, który miał sześcioro dzieci, powtarzał, że każde dziecko wraz z przyjściem na świat przynosiło bochenek chleba. Ta przenośnia dobitnie ukazuje, czym naprawdę jest dziecko dla rodziny. Każdy może inaczej postrzegać ten „bochenek”, jedno jest pewne, dzieci są dla rodziny skarbem, którego nie da się zdefiniować ekonomicznymi kalkulacjami. Dziecko postrzegane jako zagrożenie dla płynności finansowej małżeństwa zawsze będzie spychane w planach na daleką przyszłość, która być może nigdy nie nadejdzie.

FENOMEN MATKI

Gdy widzę mamy – i te całkiem młodziutkie, i te, które już wychowują dzieci od paru lat – jestem przekonana, że tuż obok kryzysu, jaki dotknął macierzyństwo, kiełkuje na nowo, i to bardzo mocno, fenomen kobiety-matki. Znam wiele kobiet, które przewartościowały swoje myślenie. Wiele kobiet pragnie wykonywać pracę zawodową w domu i często korzystają z takiej możliwości, albo o nią walczą, chcąc poświęcić się wychowaniu dzieci, czyli czemuś, co jest dla nich bardziej naturalne niż siedzenie w firmie. Znam takie, które mając dobrze płatne prace, rzuciły się na głęboką wodę, takie, które – choć z lękiem – zaszły w ciążę, a zaraz potem – zupełnie świadomie – w kolejną i wychowują z radością troje dzieci, pomiędzy którymi jest pięć lat rozpiętości wiekowej. Widzę kobiety, która wspaniale łączą pracę zawodową, która nie degraduje ich macierzyństwa, z powołaniem matki i nie muszą się czołobitnie tłumaczyć, jakby oczekując od innych rozgrzeszenia. Przecież macierzyństwo jest zawsze pełnoetatowe, niezależnie od tego, czy mama pracuje zawodowo, czy nie. Niektóre z moich znajomych zajmują się edukacją domową swych dzieci, i wychodzi im to bardzo dobrze. One wszystkie mówią o wsparciu, jakie daje im mąż, ojciec ich dzieci. Patrzę na nie i podziwiam – geniusz kobiety, jak imponująco sobie radzą z zadaniami matki, jak spotykają się z innymi mamami i dzielą się doświadczeniami, jak same innym radzą, jak sobie pomagają. Te więzi i relacje między matkami wspierają zadania macierzyńskie kobiet, pozwalają odnaleźć się tym, które jeszcze szukają odpowiedzi na pytanie o rodzinę. Nie wiem, czy zdają sobie sprawę z tego, jak wspaniałą decyzję podjęły, ofiarowując dzieciom całe swe bogactwo, którego nic nie może zastąpić, bo o tym nie rozmawiamy. Poświęcenie mamy jest tak naturalne, a jego konsekwencje tak przewidywalne, że nie trzeba o tym mówić.

(Photo thanks to: Ryan Polel, Kurtz Family, flickr.com)

 

(521)

5.00 avg. rating (98% score) - 3 votes

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.