Nie pozwól, by frustracja odebrała Ci radość macierzyństwa

Sześć na dziesięć mam doświadcza wyrzutów sumienia i poczucia winy

„Znowu nie zrobiłam tego, co sobie zaplanowałam!” „Jak ten czas leci, już 22, a miałam z Anią powtórzyć gramatykę!” „Nie umyję już dziś tych garów, jest padnięta!” „Chciałam poczytać wieczorem, ale padam na twarz!” „Szybko, przygotować ubrania na jutro, nie zdążę rano, bo masz na 8”. „Jeszcze nastawić ziemniaki i pokroić rzodkiewkę…”. Jestem przekonana, że te zdania, w takiej czy innej konfiguracji, wypowiada niejedna sfrustrowana mama, gdy dobie brak godzin, doznajemy wtedy dziwnego poczucia winy i rozdarcia, pojawia się frustracja. Może zbyt wiele od siebie oczekujemy i stawiamy sobie za duże wymagania? Może warto scedować część naszych prac domowych na inne osoby? Może warto na chwilę zatrzymać się i pomyśleć…

Ile razy bolała cię głowa z powodu stresu? Mnie do jakiegoś czasu przynajmniej kilka razy w tygodniu. Niedokończone porządki, nierozwieszone pranie, niewyprasowane ubrania – to potencjalne generatory stresu kobiety-matki. Tracimy cierpliwość, gdy okazuje się, że z czymś się nie wyrabiamy, stajemy się niemiłe wobec męża i dzieci, gdy okazuje się, że nasze plany poległy w starciu z czasem – „znowu nie zdążyłam”, „znowu muszę to odłożyć na jutro” – ile razy już to powiedziałaś zrezygnowana? Co jest nie tak, że się nie wyrabiamy w organizowaniu i logistyce? Dziwny i zaskakujący paradoks, przez tyle już lat co tydzień robisz to samo – pierzesz, gotujesz, prasujesz, sprzątasz, chodzisz na zakupy, odbierasz dzieci ze szkoły, odrabiasz z nimi lekcje, a jeszcze nie udało ci się dojść do takiego stanu, by ze wszystkim zdążyć i móc wieczorem każdego dnia oddać się przyjemnej lekturze albo położyć się trochę wcześniej. Nie doszłaś do wprawy w organizowaniu i zarządzaniu? Rutyna, znudzenie, przemęczenie? I one mogą nam pomóc, by stać się bardziej efektywnymi, bez przepracowania, i zadowolonymi, bez znużenia.

relaxed mum

 

ŚWIAT RZECZY

 

Gdy frustrują się mamy, najbardziej cierpią dzieci

 

Nie lubię bałaganu, nie dopuszczam, aby pojawiał się w naszym domu. Chaos w szafie działa na mnie jak płachta na byka, robię się niecierpliwa, dlatego gdy tylko zaczyna się pojawiać nieporządek, muszę szybko posprzątać, zanim osiągnie on takie rozmiary, że bez bólu głowy się nie obejdzie. Jednak tym, co mnie najbardziej denerwuje, jest brudna armatura i kuchenny zlewozmywak – to czyszczę codziennie, dla dobra naszej rodziny. Działam w taki sposób, by nie dopuścić do takiego poziomu bałaganu, z którego już nie wyjdę bez szwanku emocjonalnego i irytacji. Nie jestem osamotniona w porządkowaniu, wszyscy domownicy aktywnie w tym uczestniczą – organizacja i podział obowiązków leżą w zakresie planowania. Pewne rzeczy, jak zmiana pościeli, mycie okien, sprzątanie balkonu, robimy raz na dwa, trzy, cztery… tygodnie, inne częściej, ale też według podziału na role. Przestałam już tak pieczołowicie zmywać podłogę każdego dnia wieczorem – to mnie uwolniło od poczucia winy, że coś innego zaniedbałam, czy też coś odbyło się kosztem czegoś innego. Podłoga myta dwa razy w tygodniu nie jest aż tak brudna, a ja zyskałam czas, by spędzić kilka chwil z córką tuż przed zaśnięciem.

 

Nie usiłuj zrobić więcej, nie staraj się działać szybciej! Zmniejsz zakres prac

 

Rezygnacja ze sprzątania tego, co rzeczywiście może poczekać kilka dni, ratuje mnie często przed złym samopoczuciem. Przestałam sztywno i zasadniczo wykonywać to, co tak naprawdę może wykonać ktoś inny, nawet jeśli jest to trochę później. Ustaliłam granice swych możliwości. Doszłam do wniosku, że tak naprawdę wiele rzeczy może poczekać, nie wszystko musi być ogarnięte od razu. Dzięki temu zyskałam sporo cennego czasu, którym mogę podzielić się z bliskimi. Musiałam sprawić, bym to ja zaczęła kontrolować rzeczy, a nie one mnie, przez nieustanne wpędzanie  w poczucie winy, że coś jest niedokończone. Naprawdę nie warto przejmować się obitą ścianą, obszczerbionym naczyniem czy plamą na obrusie dopiero co położonym. Zaopatrz się w ołówek i kartkę, zaplanuj zakupy, porządki, gotowanie – zobaczysz, życie stanie się prostsze.

 

ŚWIAT LUDZI I WARTOŚCI

 

W pewnym domu mąż zawsze wracał z pracy wieczorem. Zawsze witała go żona z dzieckiem na ręku, dwoje starszych dzieci witały tatę okrzykiem radości. Zmęczony po pracy mężczyzna mył ręce i siadał do obiadu wcześniej ugotowanego przez żonę.

Któregoś razu człowiek ten jak zwykle wrócił do domu, ale nikt nie przybiegł mu na spotkanie. Wchodząc do domu, zobaczył porozrzucane buty. Żona, która zawsze witała go pocałunkiem, też się nie pojawiła. Nie było czuć rozkosznego aromatu obiadu, kuchnia przypominała pole bitwy. Zmartwiony mężczyzna, zapomniawszy zzuć buty, wbiegł jak burza po schodach na górę. Wpadł do pokoju, w którym spało niemowlę, a mama czytała na rozłożonym łóżku starszym dzieciom powieść. Niemal wrzaskiem zapytał „Co się stało?!?!”.

Mama spokojnie odparła: „Nic, dziś postanowiłam nie robić nic z tych rzeczy, które zwykle robię, a zająć się tym, co najbardziej lubię”.

Czasem trzeba odwołać się do zdrowego rozsądku i zadać sobie pytanie, co może poczekać i jak długo mogę odwlec zrobienie pewnej rzeczy. Generalnie rzecz ujmując, praca w domu to praca niekończąca się nigdy. Piąte prawo Murphy’ego głosi, że gdy wysprzątasz kuchnię, ona za kilka chwil znowu będzie wymagać sprzątania, a dziesiąte prawo Murphy’ego ostrzega, że gdy zmienisz pieluchę swemu bobasowi, za chwil kilka będzie w niej kupa. To wszystko sprawdza mi się w stu procentach, to jest rzeczywistość domu, dlatego w porę trzeba sobie ustawić hierarchię spraw. Rzeczy mogą poczekać, ludzie i wartości – nigdy. Zadaj sobie pytanie, co jest pilne, a co jest ważne, i dokonaj wyboru. Co tak naprawdę sprawia, że nie znajdujesz czasu na to, co ważne? Jeśli twoja córka potrzebuje rozmowy, rzuć wszystko inne, bo to wszystko jest wówczas pilne. Pilne będzie nas nieustannie odciągać od istotnego, a istotne nie może czekać, wymaga reakcji natychmiastowej. Czasem nawet z pozoru dobra rzecz może nas odciągnąć od tego, co najważniejsze. Tak jest np. z naszym zaangażowaniem w sprawy parafii, chóru, zespołu, w którym mamy swój czynny udział. To są sprawy pilne, bo w piątek wieczorem jest próba i trzeba pójść, ale w tym samym czasie mój syn przeżywa jakąś trudność, albo mąż potrzebuje chwili rozmowy – to jest ważne. Trzeba coś zostawić kosztem czegoś. Jako ciekawostkę sparafrazuję słowa św. Maksymiliana, który świetnie oddzielił kwestie pilne od ważnych. Wspominał on, że modlitwa dla zakonnika jest bardzo ważna, lecz i na modlitwie doznaje się pewnego rozproszenia i przychodzą różne, nawet dobre myśli, pomysły, genialne plany (to są właśnie sprawy pilne), które zakłócają skupienie i nie pozwalają dokończyć modlitwy. Choćby były one nie wiadomo jak dobre, trzeba je odrzucić i zająć się tylko modlitwą, bo to ona jako obowiązek zakonnika jest ważna.

Bardzo frustruje mnie, gdy podczas porannego zabiegania zupełnie zapominam uklęknąć z córką do porannej modlitwy, albo świadomie odsuwam to w nieskończoność, bo pilne woła, żebym się nim zajęła. Staram się to zmieniać, pracuję nad tym. Wtedy właśnie doświadczam tego, jak pilne walczy z ważnym… Gdy rozmawiamy z mężem o czymś istotnym, odbywamy w końcu rozmowę, którą planowaliśmy od kilku dni, nagle odzywa się telefon. Trzeba odebrać… I znowu pilne spycha na dalszy plan ważne… Na to, co pilne, reagujemy spontanicznie, bez zastanowienia, machinalnie, ważne wtedy bardzo cierpi, ale czeka cierpliwie na swoją kolej. Wtedy właśnie popełniamy błędy, które generują stres, i pojawia się frustracja, ten znajomy kobiecy ból głowy. Stres sprawia, że zaczynamy działać irracjonalnie: gorzej się odżywiamy, mniej śpimy, zaniedbujemy modlitwę, nie mamy czasu dla siebie. A przecież zasługujemy na to, co dobre: na chwile relaksu, na wyjście do fryzjera, na to, by przebywać z mężem w atmosferze spokoju, na to, by wyjść z dziećmi bez obaw, że nie zdążymy posprzątać, na boisko czy do parku. Nie musimy się ciągle spieszyć, nie wszystko zależy od nas.

 

Jako młoda mama wiele razy słyszałam od starszych pań, że matka nie musi ładnie wyglądać, najważniejsze jest dziecko. Jednak doświadczenie mam, z którymi rozmawiam, przeczy temu, odnosząc mnie zawsze do rzeczywistości nadprzyrodzonej, do osobistego spotkania matki z Bogiem i zawierzenia Mu swoich planów i pracy. Kobieta, która prowadzi pogłębione życie duchowe, z łatwością odnajduje balans pomiędzy obowiązkami i odpoczynkiem (niektóre mamy uważają, że odpoczywają przy prasowaniu, są w błędzie). Te mamy nie dążą do jakiegoś nieosiągalnego perfekcjonizmu, ale właśnie dzięki Bogu każdego dnia są uśmiechnięte, bo umieją rozeznać, do czego naprawdę wzywa je macierzyństwo, one potrafią dowartościować wśród wszystkich obowiązków i swoje własne potrzeby i nikt na tym nie cierpi. Te kobiety wyglądają pięknie, zawsze zadbane, mają czas na delikatny makijaż, a w ich kuchni darmo szukać stosu brudnych naczyń. Te mamy świetnie radzą sobie z trójką dzieci i choć można czasem potknąć się o górę zabawek w pokoju gościnnym, czy wejść w biszkopta, który na wpół skonsumowany leży na dywanie , one wybrały to, co ważne, nie przejmując się pilnym, i choć czytają dzieciom bajki, śpiewają kołysanki, mają jeszcze czas na film z mężem, bo wcześniej znalazły moment na pokrzepienie się Bogiem. Życie jest krótkie i mamy prawo przeżyć je radośnie. Tego właśnie życzę każdej mamie – dystansu i odrobiny czasu dla siebie.

(1516)

5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.