Modliłam się, by Bóg dał mi dodatkową parę rąk, a On dał mi… chustę

Jako „mama-stay-at-home” często doświadczam braku rąk, bo pogodzić kilka czynności i wyrobić się ze wszystkimi obowiązkami tak, by starsze najedzone poszło do szkoły, a młodsze w tym czasie biegania i pośpiechu nie płakało. Pan Bóg tak nas uposażył, że kończyny mamy po dwie – górne i dolne. Dolnymi nie potrafimy chwytać, a górne robią to wspaniale, jednak i te mają ograniczone możliwości, gdy niemowlę domaga się od mamy noszenia i przytulania akurat wtedy, gdy trzeba obrać ziemniaki, odcedzić warzywa czy umyć gary, albo wytłumaczyć starszej siostrze Present Continous. Która z nas, mam, nie zna tych dylematów, i która nie próbowała zaradzić prostestom swego szkraba, biegając między parującym garnkiem a „krzykaczem” bezpiecznie położonym w łóżeczku z dala od niebezpiecznych elementów wyposażenia kuchni, w której mama ma swoje królestwo.

Pan Bóg przyszedł mi z pomocą, gdy zdawało się, że mojemu utrapieniu nie ma końca, ujrzałam… chustę. Poznałam kilka dziewczyn, które z powodzeniem uprawiają chustonoszenie i są bardzo zadowolone, a nawet bez tej przydatnej części bawełny nie wyobrażają już sobie życia. Odkupiłam chustę od znajomej. Na początku doświadczyłam zdziwienia – hmmm, taka duża – 5-metrowa, jak zawinąć w nią mojego 2-miesięcznego synka? Na szczęście w Internecie są łatwo dostępne filmy, które instruują krok po kroku, jak wiązać chustę – każdy się nauczy. Tak rozpoczęłam chustonoszenie i kontynuuję je już 5 miesięcy. Początki były trudne, bo to albo węzeł nie wyszedł (od początku preferuję kieszonkę), albo synek niemiłosiernie krzyczał zawiązany, często wydawało mi się że za mocno, ale doświadczone chusto-mamy uspokajały mnie, że bliskość ma być maksymalna – mam tak zawiązać dziecię, aby było ze mną jedno. Dopiero po ok. miesiącu zaczęliśmy spokojnie zawiązywać chustę i nosić się po kilka godzin dziennie. Tak stałam się chusto-mamą i innym zakłopotanym mamom z całego serca rekomenduję ten wynalazek.

 

Na początku miałam sporo wątpliwości dotyczących np. tego, czy nie nadwerężam malutkiego i słabego jeszcze kręgosłupka mego synka. Zaczęłam sporo rozmawiać z osobami, które noszenie z chustą opanowały i są w miarę zaawansowane, wszyscy mnie uspokajali, zapewniając, ze jeżeli zastosuję kilka wskazówek, krzywdy dziecku nie zrobię.Wgłębiłam się również w literaturę przedmiotu, co prawda nie znalazłam wiele informacji i stron dotyczących noszenia niemowląt w chuście, jednak te, które odnalazłam, spełniły moje oczekiwania. Zebrałam je w krótkie kompendium, w którym – myślę – początkująca chusto-mama znajdzie najważniejsze dla siebie informacje.

 

Najważniejszą kwestią jest wybranie odpowiedniego do wieku dziecka wiązania. W Internecie jest w przystępny sposób opisanych kilka technik, filmy zamieściłam pod artykułem.

  • Dziecko musi być bardzo ciasno przywiązane chustą do matki (albo ojca), tak by tworzyli razem „jedno ciało”. Ja zawsze odczuwałam, jak nosiłam swego malca w chuście, że jestem „jakby” w ciąży, ale bez rozciągnięcia powłok brzusznych. Bliskość maksymalna, maluszek czuje mamę bardzo mocno i słyszy bicie jej serca, nic dziwnego, że można go nosić bardzo długo i nie protestuje, dopóki nie stanie się głodny.

NOWORODEK – podczas noszenia takiego brzdąca, jego kręgosłup ma być w pozycji litery C – wówczas możemy mieć pewność, że kręgosłup nie jest obciążony, a cały ciężar dźwiga mama. Kolejnym dowodem na to, że dziecko dobrze się ma w chuście jest to, że jego główka luźno spoczywa na piersi mamy. Nóżki i stópki dziecka umieszczamy w taki sposób, by okalały naszą talię ze stópkami zrotowanymi na zewnątrz – dokładnie pokazuje to film pierwszy. Chusta zawiązana ciasno na krzyż na plecach powinna być przeciągnięta na wysokości ucha dziecka.

  • Chusta prawidłowo zawiązana nie zmusza dziecka do przybierania pozycji siedzącej, raczej pozwala mu na ułożenie fizjologiczne. Okazuje się, że noszenie dziecka w chuście jest najbliższe naturalnej fizjologii, dziecko bowiem przyjmuje pozycję, jakby leżało na brzuchu mamy, taką samą pozycję kręgosłup dziecka miał też w okresie prenatalnym. Mocno zawiązana chusta amortyzuje kręgosłup i go przytrzymuje. Nie wymusza na dziecku przyjęcia pozycji pionowej, która byłaby bardzo szkodliwa dla niedojrzałego układu kostnego.
  • W miarę, jak dziecko rośnie, zmienia się jego postawa, zmienia się także sposób wiązania chusty, pokazują to poniższe filmy instruktażowe.

Dr Benjamin Spock amerykański autor podręczników o pielęgnacji i wychowaniu dzieci, tak wypowiedział się o praktyce noszenia maluchów w chuście.

„Przed narodzeniem ciało mamy nie tylko chroni, ogrzewa i odżywia dziecko – uczestniczy ono w każdym jego ruchu. W wielu częściach świata noworodek po narodzeniu przebywa przytulony do mamy, a w nocy śpi razem z nią. Podczas gdy mama wykonuje codzienne czynności – zbiera i przygotowuje pożywienie, pracuje na roli, tka, zajmuje się domem – dziecko nadal uczestniczy we wszystkich jej ruchach. Jest przystawiane do piersi, gdy tylko zakwili. Nie tylko słyszy, ale również czuje wibracje mowy i śpiewu mamy.(…) Dzieci wychowywane w taki sposób mniej płaczą, a ulewanie i marudzenie są niemal nieznane”.

Obrazek wprowadzający pochodzi ze strony: HoboMama / Foter / CC BY-NC-SA

5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Leave a Comment