Kazali nam się przygotować na to, że nasza córka umrze w łonie…

Lekarze kazali nam się przygotować na to, że prawdopodobnie umrze jeszcze w łonie matki, a jeśli uda się donosić ciążę, to umrze tuż po porodzie. Zaproponowano nam aborcję. Wyszliśmy z gabinetu zrozpaczeni, zszokowani i zawiedzeni…

Sakrament małżeństwa przyjęliśmy 19 maja 2012 r. w Częstochowie na Jasnej Górze. W październiku dowiedziałam się, że jestem w stanie błogosławionym – nasza radość była wielka i już na drugi dzień pojechaliśmy na Jasną Górę, żeby nasze Dzieciątko zawierzyć Matce Bożej Królowej Polski.

W drugim miesiącu ciąży wykonano USG, z którego wynikało, że wszystko jest w normie (jak na ten okres ciąży) – bardzo się cieszyliśmy. Zaczęliśmy powoli zbierać ubranka dla Dzieciątka, ja nawet oglądałam mebelki do pokoiku. Kolejne USG wykonano w grudniu… i tu zaczęła się nasza trauma oraz bardzo bolesny dla nas czas. Po tym badaniu okazało się, że mam bardzo niewiele wód płodowych – małowodzie. Wkrótce potem zostałam przyjęta na oddział w szpitalu – po kolejnym badaniu wykryto bezwodzie. Zaczęłam się bać, co będzie dalej. Modliliśmy się i prosiliśmy o modlitwę za nas i naszego Skarba rodzinę i znajomych. Po około tygodniu przebywania w szpitalu, postawiono ostateczną diagnozę – agenezja obu nerek u dziecka (oznacza to, że nerki się nie wykształciły. (Agenezja nerki to wada wrodzona, powstająca w pierwszym trymestrze ciąży. Polega ona na tym, że nie dochodzi do uformowania się zawiązka nerki lub [częściej] pączka moczowodowego. W przypadku agenezji obu nerek rokowania są złe – w większości przypadków dochodzi do obumarcia płodu lub zgon następuje wkrótce po porodzie, za: mjakmama24).

Lekarze uświadomili nam, że jest to bardzo rzadka choroba (1 na 100 tys. urodzeń), że nie ma żadnych metod leczenia oraz nikt nie odkrył przyczyny owej choroby. Dziecko nie ma żadnych szans na przeżycie. Kazali nam się przygotować na to, że prawdopodobnie umrze jeszcze w łonie matki, a jeśli uda się donosić ciążę, to umrze tuż po porodzie. Zaproponowano nam aborcję. Wyszliśmy z gabinetu zrozpaczeni, zszokowani i zawiedzeni. Postanowiliśmy dalej walczyć, modlić się i jeździć na kontrolę. Agenezja nerek przyczyniła się do rozwoju innych chorób. Z miesiąca na miesiąc z naszym Dzieciątkiem było coraz gorzej (problemy z serduszkiem, płucami, wątrobą, brak pęcherza moczowego itp.). Wciąż wierzyliśmy w cud i jeszcze goręcej się modliliśmy. 18 czerwca 2014 r. o godzinie 12.20 urodziła się nam Córeńka Anielka. Zdążyliśmy Ją ochrzcić i pożegnać. Odeszła do Pana w naszych ramionach po półtorej godziny bycia z nami, rodzicami.

Każdego dnia w trakcie naszej modlitwy, wzywamy Ją jako naszą orędowniczkę w Niebie. Codziennie czujemy Jej wsparcie i obecność z Nieba. To, że przeżyliśmy ten trudny czas, to dzięki zaufaniu w wolę Bożą, wzajemnemu wsparciu i wierze, że Pan ma swoje plany wobec każdego z nas, a każde dziecko należy nie do nas, a do Niego. Ta próba mocno umocniła naszą wiarę. Dziękujemy Bogu, że nasza Córeńka była z nami, choć tak krótko.

Nasza kochana Święta Anielko, módl się za nami.

Kochający Rodzice

(615)

5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Leave a Comment