Joanna Beretta Mola

Każde powołanie jest powołaniem do macierzyństwa, fizycznego, duchowego, moralnego. Bóg złożył w nas instynkt życia. Kapłan jest ojcem, siostry zakonne są matkami, matkami dusz. Biada tym młodym ludziom, którzy nie przyjmują powołania do rodzicielstwa. Każdy musi przygotować się do własnego powołania: przygotować się aby być dawcą życia przez poświęcenie jakiego wymaga formacja intelektualna; wiedzieć, czym jest małżeństwo „sacramentum magnum”; poznać inne drogi; kształtować i poznawać własny charakter”

Św. Gianna Beretta Molla

gianna1

Gianna czuła głębokie powołanie do macierzyństwa i bardzo pragnęła mieć dzieci. Na dziesięć dni przed ślubem tak pisała do swego przyszłego męża:

       Z pomocą i błogosławieństwem Boga zrobimy wszystko, aby nasza rodzina mogła stać się małym wieczernikiem, gdzie Jezus króluje nad wszystkimi naszymi uczuciami, pragnieniami i czynami… To już tylko kilka dni i odczuwam wielkie wzruszenie na myśl o przyjęciu Sakramentu Miłości. Staniemy się współpracownikami Boga w stwarzaniu, będziemy mogli ofiarować Jemu dzieci, które będą Go kochały i będą Mu służyły„.

       Akceptowała nieuniknione poświęcenie, jakie niesie ze sobą życie w rodzinie, nie pozwalając aby kiedykolwiek coś przyćmiło jej nieustanny uśmiech. Konsekwencja, świadomość swoich obowiązków, zrównoważenie: te typowe dla siebie cechy Gianna wykorzystywała do maksimum w życiu rodzinnym, zawodowym i parafialnym z całą harmonią i prostotą.

       Naczelnym celem małżeństwa było dla niej stworzenie licznej i świętej rodziny. Z podróży poślubnej pisała do jednej ze swoich sióstr:

       Niestety, nie czuję jeszcze objawów ciąży, modlę się, aby Pan Bóg podarował mi szybko wiele grzecznych i świętych dzieci„.

       Wcześniej jeszcze, kiedy stała przed wyborem materiału na suknię ślubną, powiedziała do tej samej siostry:

       Wiesz, chcę wybrać bardzo piękny materiał, gdyż chcę później przerobić suknię na ornat na Mszę Prymicyjną któregoś z moich synów„.

       W czternaście miesięcy po ślubie 19 listopada 1956 r. urodził się Pierluigi, pierwszy syn; następnie Maria Zyta, która urodziła się 11 listopada 1957 r. i Laura Maria, która przyszła na świat 15 lipca 1959 r.: w ciagu niecałych 4 lat małżeństwa urodziła trójkę dzieci, a wszystkie ciąże miały trudny przebieg.

Joanna 3

       Opowiada jej siostra S. Virginia, zakonnica:

       „Jak wiele kosztowały Giannę jej dzieci można było zrozumieć z tego, co często mi powtarzała: Wiesz, ludziom łatwo się mówi: mają pieniądze i warunki, to dobrze,że mają dużo dzieci – ale nie rozumieją, że za każdym razem ja ryzykuję życiem. W każdym razie jestem zadowolona i nie chcę tracić czasu, ponieważ i Piotr i ja nie jesteśmy już najmłodsi i nie chciałabym, aby nasze dzieci pozostały bez rodziców jeszcze w dzieciństwie„.

       Przyjęła poświęcenie jako powołanie od Boga i przyjmowała je dzień po dniu jako święte posłannictwo, jako zadanie do wypełnienia, jako obowiązek, od którego nie można się uchylić: codziennie praktykowała miłość do Boga i bliźniego, nie tylko dlatego, że ewangeliczna miłość jest cnotą, która streszcza w sobie „całe Prawo”, lecz także dlatego – jak sama zauważała, że – miłość ćwiczy także wolę, zaś „wypróbowana” wola jest bardziej gotowa na każdy rodzaj poświęcenia.

       Można powiedzieć, że wymiar poświęcenia był stale obecny i towarzyszył wszystkim jej doświadczeniom życiowym, od tych domowych po zawodowe, od tych matczynych po małżeńskie. Gianna rozumiała kobietę jako matkę i żyła macierzyństwem w sposób ofiarny: być matką i być „ofiarą” to były dla Gianny rzeczywistości nierozłączne. A wszystko to przeżywała z radością, mimo iż trzeba było płacić wysoką cenę. Poświęcenie, aż po ofiarę z siebie, było z góry przewidziane, brane w rachubę. Jednocześnie swoją pracę lekarza wśród dzieci i najuboższych traktowała również jako posługę macierzyńską, a więc także nieodłączną od poświęcenia.

       Napisała:

       Każde powołanie jest powołaniem do macierzyństwa fizycznego, duchowego i moralnego, a przygotowanie się do niego oznacza przygotowanie się do bycia dawcą życia„.

       I jeszcze:

       Jeśli w walce o nasze powołanie musielibyśmy umrzeć, to byłby to najpiękniejszy dzień naszego życia„.

       I tak gdy po trzech bolesnych ciążach, na początku czwartej okazało się, że konieczna jest operacja chirurgiczna włókniaka macicy, Gianna wierna swoim zasadom moralnym i religijnym bez wahania poleciła chirurgowi, by przede wszystkim zadbał o uratowanie życia jej dziecka.

       Przeżyła następnych sześć miesięcy, zwierzając się tylko nielicznym, że jako lekarz jest świadoma co ją czeka.

       Jej mąż pisze:

       Z niezrównaną siłą ducha i z niezłomnym postanowieniem kontynuowała swoje posłannictwo jako matki aż do ostatnich dni ciąży. Modliła się lub rozważała. Z uśmiechem i pogodą, którą wywoływały u niej piękno, żywość i zdrowie jej trzech „skarbów”, łączyła się prawie delikatna obawa. Lękała się i obawiała, że dziecko może urodzić się chore. Nieustannie modliła się aby tak się nie stało. Wiele razy prosiła mnie o wybaczenie trosk jakie mi sprawia. Mówiła, że jak nigdy dotąd potrzebuje uczucia i zrozumienia. Gdy zbliżał się termin porodu powiedziała otwarcie, głosem zdecydowanym, a równocześnie pogodnym, z głębokim spojrzeniem, którego nigdy nie zapomnę: gdyby trzeba było wybierać między mną a dzieckiem – żadnych wahań. Żądam, abyście wybrali dziecko. Ratujcie dziecko!

       Od stycznia 1962 r. do kwietnia, do chwili porodu powróciła do swojej pracy zawodowej i domowej. W Wielki Piątek po południu 20 kwietnia 1962 r. wróciła do kliniki, aby rodzić.

mola

       W Wielką Sobotę matka Gianna, a z nią cała jej rodzina – przeżyli nieopisaną radość z boskiego daru: daru nowego człowieka. Urodziła się Gianna Emanuela, jak tata Piotr chciał, aby nazwać córkę dla upamiętnienia mamy i jej poświęcenia.

       W kilka godzin po porodzie wystąpiły niesamowite cierpienia: sprawdziły się niestety przewidywania co do komplikacji. Gianna wzywała co chwilę swoją matkę, gdyż cierpienia przekraczały jej siły. Również w Niedzielę Wielkanocną okrutnie cierpiała, podobnie w następnych dniach. W nocy z piątku na sobotę zaczęła się agonia. Przeniesiono ją do domu i stamtąd odeszła do nieba między świętych w sobotę rano o godzinie ósmej, 28 kwietnia 1962 r.

       „Świadoma ofiara”: tak określił ją Papież Paweł VI podczas modlitwy Anioł Pański w niedzielę 23 września 1973 roku, przypominając „matkę z diecezji mediolańskiej, która, aby dać życie swojej córce poświęciła się przez świadomą ofiarę własnego życia”.

za: http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/gianna_molla/zycie.htm

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Leave a Comment