Ada była nieustannie krytykowana przez matkę…

WPŁYW MATKI I OJCA NA CÓRKĘ, PRZYSZŁĄ ŻONĘ I MATKĘ

Artykuł głównie dedykowany mamom, które jako córki przeżyły w domu rodzinnym tragedię alkoholizmu

Wśród znawców tematu funkcjonuje przekonanie, że najwięcej ran otrzymujemy od rodziców w swoim domu rodzinnym. Jesteśmy słabymi ludźmi, którzy miotani emocjami często wypowiadają nieświadomie słowa będące dla innych jak zaostrzone noże. Słowa ranią, zostawiają głębokie bruzdy w naszej pamięci. Dlaczego tak się dzieje? Człowiek, jako delikatne stworzenie, wchłania w siebie wszystko – i pozytywne, i negatywne – jak w gąbkę. Tacy już jesteśmy od najmłodszych lat, delikatni, krusi. Badania psychologiczne donoszą, że dziecko, które było nieustannie przez swych rodziców upominane i krytykowane, w życiu dorosłym będzie bardzo krytyczne wobec innych osób, zawzięte i nieufne. To w domu rodzinnym młody człowiek uczy się nieświadomie ostracyzmu, oceniania i wartościowania drugiego człowieka z góry, zanim jeszcze go pozna. Toksyczni rodzice, którzy łajają i nieustannie popędzają swe dziecko, tworzą z niego dorosłego, który będzie miał w przyszłości problemy z zaufaniem drugiej osobie. Taki człowiek będzie w ten sposób uzewnętrzniał swoje zranienia, aż do momentu, gdy ich sam w sobie nie przepracuje, nie zda sobie sprawy z ich istnienia. Sam będąc poranionym, będzie zadawał rany innym, tworząc kolejne chore relacje. Jednak by doświadczyć uzdrowienia, trzeba najpierw przejść proces uleczenia, czyli uświadomienia sobie naszych zranień i dopiero wtedy następuje wejście na drogę uzdrowienia. Uleczenie jest niezbędne, by odbyło się uzdrowienie, które obejmuje wszystkie nasze złe doświadczenia i wspomnienia.

 

MAMO, JESTEM SILNA – TWOJĄ SIŁĄ, MOCNA – TWOIM WSPARCIEM!

 

Bardzo wiele zranień dziewczęta, bo to na nich chcemy się teraz skupić, otrzymują od swych matek, które ranią swe córki albo świadomie, albo nieświadomie.

Oto historia, która wydarzyła się naprawdę: Pewna kobieta żyła w nieszczęśliwym związku małżeńskim ze swym mężem, który dużo pił. Przejęta własną sytuacją żony sezonowego alkoholika i skupiona tylko na alkoholizmie męża na swej córce wylewała złość, uczyniła ją też przedmiotem gry pomiędzy sobą a mężem. Gdy mąż był trzeźwy, matka nakazywała swej 9-letniej wówczas córce jednanie zwaśnionych stron, poprzez stawianie ojcu różnego rodzaju pytań, wymagań, aranżowanie dyskusji, wcześniej skonstruowanych przez samą siebie. Dziewczynka robiła to nieudolnie, niechętnie, z obawą. Gdy jednak konflikt między rodzicami zaostrzał się do tego stopnia, że ojciec zaczął pakować walizki, matka kazała córce wybierać, z kim chce mieszkać. W dziecku pojawiło się bolesne rozdarcie, kochała matkę i ojca, takie pytanie i nakaz wyboru były policzkiem wymierzonym niewinnemu dziecku. (O niezbędnym wybaczeniu matce już wkrótce pojawi się artykuł w sekcji RELACJE)

 

Ada była nieustannie krytykowana przez matkę, zaostrzało się to, gdy ojciec miał fazę alkoholową, wtedy na niej wyładowywała całą swą bezsilność i agresję płynącą z faktu, że nie ma żadnego wpływu na własnego męża, by ten nie staczał się na dno. Ani ojciec, ani matka nie przytulali swojej córki, nigdy nie usłyszała słowa uznania ani wyznania, że jest kochana, mądra, piękna, wartościowa. Córka była świadkiem, jak niejednokrotnie przywożono jej ojca zupełnie pijanego do domu, jak wybuchały awantury, musiała się wstydzić przed koleżankami, kiedy on znienacka przychodził podchmielony do domu. W tej młodej kobiecie załamywała się wiara i nadzieja. W miarę upływu lat i osiągania pełnoletności, coraz bardziej dokuczało jej to, że nie ma w rodzinnym domu przyjaciela, który zechce ją wysłuchać, któremu opowie o swoich problemach. Na starszą siostrę wcale nie mogła liczyć, matka zniszczyła relację między nimi poprzez nieustanne porównywanie ich do siebie. Skończyło się to tym, że nie zdała do następnej klasy, pomimo stuprocentowej frekwencji. Aż dziwne jest, że w gruncie rzeczy wyrosła z niej kobieta silna wewnętrznie, jednak z licznymi kompleksami i obniżonym poczuciem własnej wartości. Przetrwała ciężkie dzieciństwo dzięki babci i dziadkowi, którzy zupełnie nieświadomie stali się dla niej ratunkiem i odniesieniem, wpływ ten nie był jednak aż tak wielki, bo wizyty u dziadków były sporadyczne, jednak stanowiły dla niej odskocznię od koszmaru, jaki miała w domu. To babcia mówiła jej o Bogu, dała do ręki różaniec. Bóg stał się dla tej młodej kobiety w pewnym momencie jak Ojciec, zawsze obecny i gotowy pomóc. Przyłączyła się do Kościelnej Grupy Młodzieżowej, poznała wartościowych ludzi, mądrego kapłana, rozpoczął się proces leczenia zranionego wnętrza, odzyskała poczucie własnej wartości, ale przed nią jest jeszcze droga do uzdrowienia – ciągle długa i trudna.

 

SZCZĘŚLIWE MAŁŻEŃSTWO ANTIDOTUM NA ZRANIENIA Z DZIECIŃSTWA

 

Konsekwencją bolesnego dzieciństwa i życia w ciągłym napięciu jest utrzymujący się w tej obecnie 40-letniej kobiecie, która też jest matką, syndrom DDA połączony z nieustannie pielęgnowanym żalem wobec matki, który uzewnętrznia się w męczących snach. Największe boje stacza codziennie z irracjonalnym lękiem, który bardzo jej dokucza. Gdyby nie mąż, z którym stworzyła związek oparty na miłości i przyjaźni, byłoby jej bardzo ciężko. To on sprawił, że czuje się teraz wartościowa, że jest dobrą matką dla swych dzieci, że jest konstruktywna, odpowiedzialna, gospodarna i zaradna, bez niego nie byłaby tą kobietą. Ada nieustannie ma przeświadczenie, że ktoś musi się za nią bardzo modlić, bo pomimo takiego bagażu negatywnych doświadczeń i ran, udało się jej stworzyć szczęśliwą rodzinę. Kiedy popada w swe paranoje związane z nieuzasadnionym lękiem o przyszłość, mąż cierpliwie i spokojnie tłumaczy jej bezsens strachu, który odczuwa. Często dokucza jej perfekcjonizm, przesadne dbanie o ład i porządek w domu, chce mieć nad wszystkim kontrolę, nie potrafi znaleźć czasu na odpoczynek, a gdy taki już nastanie, czuje się winna, z trudem jej przychodzi zabawa ze swymi małymi dziećmi, nie potrafi czerpać pełnej radości z rozrywki, jest ciągle „przytrzymywana” własnymi ograniczeniami, które nie pozwalają jej być do końca szczęśliwą. Jednak relacja z mężem, którą udało jej się zbudować i którą obydwoje oparli na Bogu, przynosi ukojenie. Mąż zna jej bolesną przeszłość, szanuje jej ból i stara się temu zaradzić, wspólnie szukają dróg wyjścia. Ta kobieta nie musi na siłę szukać potwierdzenia swej wartości, odnajduje ją w swym mężu.

 

CZY TWÓJ OJCIEC MIAŁ WPŁYW NA TO, JAKĄ KOBIETĄ JESTEŚ OBECNIE?

 

Ojcowie nie są bez winy, nagminnie ranią swe córki. Najczęstszym powodem zranień jest brak ich obecności i zaangażowania. Dziewczęta, które wychowane zostały tylko przez matki lub z nikłym i nieudolnym wpływem ojca, statystycznie (to są tylko statystyki!) mają mniejsze szanse na zbudowanie dobrej relacji z mężczyzną w przyszłości. Pewnego rodzaju ciekawostką jest to, że młode kobiety, które zostały zaniedbane albo porzucone przez swych ojców, z nieprawdopodobną częstotliwością w życiu dorosłym wpadają w ramiona kolejnych mężczyzn, nie umiejąc stworzyć trwałej z nimi relacji, przykładem dobitnym jest Marylin Monroe, która wychowywała się zupełnie bez wpływu ojca i często mówiła, że „chce tylko, by ją kochano”. Interesujące jest też to, że często dziewczęta, których ojciec nadużywał alkoholu, łączą się w życiu dorosłym z alkoholikami. Kobiety, odrzucone w dzieciństwie przez ojca, wcześniej rozpoczynają inicjację seksualną, co może wiązać się z ich przedwczesnym macierzyństwem, które trudno nazwać odpowiedzialnym. Najbardziej dramatyczną konsekwencją braku wpływu ojca jest skłonność córek do depresji, popadanie w nałogi i inne zaburzenia natury psychicznej, również brak wiary i pewności siebie.

 

Ojciec obecny i silnie zaangażowany w życie swej córki jest dla niej niebywałą ostoją. Podobnie jak mądra matka ma krzepiący wpływ na córkę, tak samo, albo i jeszcze mocniej, postawa mądrego ojca ukształtuje kobietę silną, mocną, przekonaną o swej wartości, która będzie miała większe szanse przeżyć życie szczęśliwie, z dala od lęków, które towarzyszą osobom w dzieciństwie poranionym. Okazuje się, że nawet przeżycia prenatalne i te, których doświadczamy w niemowlęctwie, mogą negatywnie rzutować na naszą przyszłość i relacje, które budujemy z innymi ludźmi, a nawet być powodem naszych różnych psychicznych i fizycznych dolegliwości. Dobitnie, genialnie i jednoznacznie ukazuje to film October baby (tutaj odnośnik do recenzji i możliwość obejrzenia), który przedstawia historię dziewczyny odrzuconej już w okresie prenatalnym przez własną biologiczną matkę. Mądrzy rodzice adopcyjni, którzy wychowywali przysposobioną córkę w miłości, dialogu i szacunku, ukształtowali osobowość kobiety pełnej wdzięku, świadomej swej wartości, ufającej ludziom. Jednak okazało się, że musieli się zmierzyć z fizycznymi konsekwencjami odrzucenia, jakich boleśnie doświadczyła ich ukochana córka. Relacja i miłość ojca pozwoliła Hannah uleczyć własne zranienia i doświadczyć uzdrowienia bolesnych wspomnień, psychiki i dolegliwości fizycznych.

 

Podsumowanie:

  • Najtrwalsze rany powstają w dzieciństwie;
  • Rodzina jest zasadniczym środowiskiem (czynnikiem), który kształtuje naszą osobowość;
  • Doświadczenie rodziny dysfunkcyjnej może w znacznym stopniu zniekształcić i upośledzić emocje dziecka, czyniąc je nieadekwatnymi do zdarzeń.

Ale:

  • Wpływ, jaki mają rodzice na swe dzieci, jest doniosły, ale nie determinujący;
  • Zawsze można doświadczyć uleczenia i uzdrowienia, pomaga w tym relacja z Panem Bogiem i innymi ludźmi.

Photo thanks to: Lorraine, Peace Out.(flickr)

 

(1846)

 

5.00 avg. rating (97% score) - 2 votes

Leave a Comment